rak piersi

12 lat temu
6 maja dowiedziałam sie,że mam maleńkiego guzka w piersi ,biobsja wykazała nowotwór złosliwy .mammografia wyszła wspaniale,czekam na operacje części piersi(oszczędnościowa ) 31 maja 2010r .Mówiono mi o lampach na razie.W trakcie operacji maja zbadać jeszcze guzka i węzły.Jak długo może potrwać leczenie? czy te naświetlania są do zniesienia ? i jest szansa na wyleczenie? czy trzeba bedzie jesazcze inne leczenie przejść ? mam 54 lata ,wszystko przede mną jeszcze. Tak pięknie się tu wypowiadacie to dla mnie ważne i pomaga mi.
41 odpowiedzi:
  • Podejrzewam,że mnie też rozsypią sie kosci!!Już to czuje.Ciągle bola nogi,stawy....to efekt chemii niestety
  • 12 lat temu
    Ja przy pochyleniu się złamałam sobie żebro i gdyby nie rutynowe prześwietlenie płuc to chodziłabym z bolącym żebrem
  • Witaj Zosieńko :)
  • Spicie koleżanki razem ze swoimi skorupiakami???
  • 12 lat temu
    Obudziłam się,ale nie wiem czy wyleśc z łużka.Zimno ,paskudnie i do d....
  • Pogoda paskudna!!Ja muszę pocwiczyc i też mi się nie chce1!Miłego dnia!!
  • 12 lat temu
    Cwicz za mnie i za siebie.Całuski Gośka
  • 12 lat temu
    Witam , miała mastektomię w roku 2004 a w roku 2007 rozpoczełam operację odtwórczą z własnej tkanki , która ciągnie sie jeszcze. Przewiduję zakończenie po wakacjach.
    Wiadomośc , że mam raka spadła na mnie jak grom z nieba. Byłam zdruzgotana , nie przerwałą pracy. W pracy nie myślałam o tym wszystkim. Przeszłam radioterapię. Nadal biorę Tamoxyfen, Przez trzy lata dostawałam Zoladex. Pozdrawiam wszystkie Panie
  • Witam.Ja też brałam Zoladex przez 2 lata.I jak się pani czuje po tych zastrzykach?Ja już jestem po rekonstrukcji i też z własnych tkanek.Pozdrawiam
  • 12 lat temu
    Witam serdecznie. Odpukać nie będę pisać o sobie tylko o mojej mamie choć nie wiem czy nie wolałabym być ja chora zamiast niej. Wszystko zaczęło się około 11 lat temu. Wtedy to po raz pierwszy moja mama zachorowała -rak piersi. Do tej pory pamiętam jak to nam oznajmiła i jak to strasznie przeżyliśmy, ale trzeba było się wziąć w garść dla niej. Nie obyło się bez operacji i amputacji piersi. Lekarze mówili, ze jeżeli do 5 lat będzie wszystko ok to prawdopodobieństwo dalszego zachorowania jest małe. Brakowało do tych 5 lat kilku miesięcy i rak znów się odezwał. Tym razem zaatakował drugą pierś. Znów zaczęła się chemia i amputacja drugiej. Myśleliśmy, że zła passa się skończyła, a tu rok temu zdiagnozowano raka kości. Mama ma podawane wapno co miesiąc, bierze leki jeździ na naświetlania i znów przezywamy horror. Takie życie , nic się nie poradzi... Ale ciągle nasuwają się pytania dlaczego aż po raz trzeci to ją dopadło?I dlaczego ją... takiego dobrego człowieka!...


Zaloguj się lub Zarejestruj, żeby odpowiedzieć lub dodać nowy temat