dziekuje kobietki za wsparcie....tak bardz Wam dziekuje.......nie moge sie pozbierac....a muszę to zrobić, dla Taty, dla mamy....
Jutro tata ma tk płuc i jamy brzusznej....Boję się strasznie wyniku..Niewiem jak to przyjmę jeśli będzie zły..Podobno czlowiek jest w stanie dużo znieść, miejmy nadzieję że badania ta wyjdą ok.
Tata rozmawial z lekarzem z CO Bydgoszczy, kolejka oczekujących na operację to 70 osób....jednak mam nadzieje że uda się prędzej to zalatwic....
Dziewczyny dziękuję za Wasze wpisy, trochę lżej zrobilo mi się na sercu...
Dziś tata jeszcze poszedl na badania krwi...
Wiem, muszę być silna, być opoką dla moich kochanych rodziców, którzy tyle dobrego dla mnie zrobili, teraz ja muszę być wsparciem dla NIch
Zawsze byłam wrażliwa słaba psychicznie, teraz muszę sobie udowodnic że dam radę!!!!!
Lżej na sercu gdy czyta się Wasze wpisy, że chcecie mnie wesprzeć na duchu,choc wogóle nie znamy się osobiście...
Jestem Wam wdzięczna, za te wszystkie słowa otuchy...Trzymajmy się razem w tym wspólnym nieszczęściu a będzie nam łatwiej....
Zoe ma rację, ciągle wszystko przed nami. Jeśli Twój tata nie będzie miał wsparcia to się załamie i to jest koniec. Teraz prowadzicie normalne życie- tak jak do tej pory, ta informacja niczego nie zmienia- tylko do grafiku dojdzie szpital leczenia i opieka- to nic takiego, dasz radę, wszyscy dajemy, choć czasem zaczyna się wszystko sypać. Każdy z nas ma jakiś swój sposób, schemat działania, Ty też opracuj co jest dla Ciebie, dla Was najlepsze, ale na 100% nie rozpacz. Twój tata nie umrze, nie teraz, z tą chorobą się walczy, leczy, żyje! To nie jest wyrok! Wiem, że w internecie statystyki są okropne, ale to tylko statystyki, popatrz na swojego tatę i uwierz, że jego ta statystyka nie dotyczy, dlaczego? Bo jest wyjątkowy! Bo jest Twój! Bo go kochasz! I Twoja miłość i siła da mu napęd do walki!!!
CO w Bydgoszczy jest bardzo dobre, nie miałam tam doświadczenia z chirurgią ale tam tata ma chemioterapię! Jedyny problem bydgoszczy to długie terminy, miej ciągle rękę na pulsie i jeśli gdzieś da sie coś załatwić szybciej to się nie zastanawiaj!!! Dlatego, że schemat leczenia jest tak naprawdę wszędzie taki sam.
Poczytaj w internecie o simontowskiej terapii- mam kontakt z psychiatrą, który się tym zajmuje, psychika to połowa sukcesu! www.simonton.pl
Takamala...szkoda ze mnie nie ma przy tobie.Potrzasnelabym Toba mocno(ale nie zrozum mnie zle),dala klapsa w pupe i....nie przyciagac zlych mysli! Zobacz ile tu ludzi,ile choruje na to dziadostwo....albo chorowalo i ma sie rewelacyjnie.Zycie kazdego doswiatcza-jednego przez chorobe,innego w inny sposob-ale trzrba walczyc! Ja jestem przekonana ze bedzie w Was dobrze...
Pamietaj ze teraz jestes potrzebna twojemu tacie-ale nie zasmucona,zaplakana tylko pelna ptymizmu.On to bedzie widziec i czuc a to jest bardzo wazne.
Ja tez jestem w takiej samej sytuacji-odeiedzam tate-rodzicow codziennie,rozmawiamy normalnie,smiejemy sie z filmow-normalne zycie choc zal i smutek rozdziera serce to nie dajemy tego poznac...
I blagam nie piszmy o cierpieniu,hospicjach...-to bardzo dolujace.A my musimy miec duzo sily...ogrom sily dla naszych najblizszych najukochanszych chrych...
Przepraszam za bledy.Chociaz w tej sytuacji sa one bez znaczenia.
Takamala-bierz sie w garsc!!! Pomagaj tacie z calych sil,badz przy nim-badzcie dzielni...Bo najgorszy czas jest przed nami!
Takamala...szkoda ze mnie nie ma przy tobie.Potrzasnelabym Toba mocno(ale nie zrozum mnie zle),dala klapsa w pupe i....nie przyciagac zlych mysli! Zobacz ile tu ludzi,ile choruje na to dziadostwo....albo chorowalo i ma sie rewelacyjnie.Zycie kazdego doswiatcza-jednego przez chorobe,innego w inny sposob-ale trzrba walczyc! Ja jestem przekonana ze bedzie w Was dobrze...
Pamietaj ze teraz jestes potrzebna twojemu tacie-ale nie zasmucona,zaplakana tylko pelna ptymizmu.On to bedzie widziec i czuc a to jest bardzo wazne.
Ja tez jestem w takiej samej sytuacji-odeiedzam tate-rodzicow codziennie,rozmawiamy normalnie,smiejemy sie z filmow-normalne zycie choc zal i smutek rozdziera serce to nie dajemy tego poznac...
I blagam nie piszmy o cierpieniu,hospicjach...-to bardzo dolujace.A my musimy miec duzo sily...ogrom sily dla naszych najblizszych najukochanszych chrych...
Nie obwiniaj się! Każdy musi dbać o siebie, nie odpowiadasz za dorosłego człowieka. Tak miało być.
Ja też płakałam, nie mogłam nic robić, ręce mi się trzęsły, schudłam 5 kg. Teraz wiem, że trzeba się zmobilizować i dać maksymalne wsparcie. Mój tata funkcjonuje jak zdrowy człowiek, więc dałyśmy mu luz, robi co chce i jest raczej zadowolony. Może to jest trochę tak, że udajemy, że nic się nie stało. Jeśli chodzi o nowotwór to rozmawiamy tylko o sprawach technicznych- kiedy szpital, kiedy wróci, jaki lek i kiedy badania. Nic więcej, ani łez, ani smutku, wiem, że się obawia, czasem wspomni, że walczy o życie, ale ogólnie jest mega silny.
Jak zatrzymać te poklady smutku? muszę to zrobić, muszę ogarnąć się, dzieciaczki mnie ciągle pytają dlaczego płaczę....
Muszę jakoś funkcjonować....muszę pokazac mojemu tacie ze jestem silna, chociaz wiem ze gdy przyjdzie operacja, chemia, pobyty w szpitalu to nie bede potrafila ukryć lez...
Dlaczego nie zmusilam taty prędzej do tego badania???????????!!!
Jak dobrze że jesteście, że mam do kogo napisać....teraz nachodzą mnie refleksje jaka byłam glupia egoistką, myslalm tylko o sobie,ile pieniędzy wydalam na wlasne badania czasami bezpodstawne podczas gdy mój tata....
U nas początek trudnej ciernistej drogi....
a w moim umyśle tylko obrazy.....widzialam przebieg raka j.g u mojego wujka(nie spokrewniony z tatą) jak ta choroba go wyniszczyla, jak po pół roku od diagnozy umieral w hospicjum...wyniszczony, wrak czlowieka....
Rak był zawsze moją największym lękiem a wręcz obsesją....
Może Pan Bóg chce mnie ukarać w ten sposób za to że widzialam tylko siebie....
Moj kochany tatuś ma raka
Nie może to do mnie dotrzeć.....tak bardzo chcialabym cofnąć czas, wiele razy postąpić inaczej...
Boże jak moglam...Mój mąż jest twardy w uczuciach, dusi to w sobie, ja natomiast wylewam wszystkie żale łzami..
Dzieciaki zasnęły, ja mam w glowie mętlik, nigdy juz nic nie bedzie tak jak dawniej, dlaczego nie docenialam tej "normalności"?
Jestesmy na początku drogi, przed nami wynik hist pat, potem operacja, szukanie przerzutów itd,
Jestem tak slaba psychicznie, nie umiem wziąć się w garść, nie umiem spojrzeć w oczy mojemu tacie z żalu....
Jest tak wspanialym ojcem, dziadkiem, moje dzieciaczki go uwielbiają....
Ma jeszcze dużo planow na życie....Jak się ogarnąć, jak przezwyciężyć ten płacz, nie potrafię wziąć się w garść.
Jasona-trzymaj się, razem wszystkim będzie nam łatwiej przejsć przez ten koszmar..chociaż nigdy już nie bedzie tak jak kiedyś....
takamała....jak ja Cie kochana dobrze rozumiem....jakbym czytała swoj wpis...ja też szalałam w zeszłym roku przekonana że to ja mam raka...a nie dopilnowałam Mamy....mojej kochanej mamusi która ma 65l......i rozległego guza nowotworowego...tez czekamy...na badania czy nie ma przerzutów...lekarz juz powiedzial ze 99% złośliwy rak.........też guz niedookreślenia bo kolonoskop dotarł do 35 cm jelita. Też płacz rozpacz z mojej strony...ja jestem od mamy 3000 kilometrów...nawet nie moge jej przytulic....stradam zmysły.. ! :(:( we wtorek 13 maja bedziemy wiedzieli na czym stoimy :(