Nowotwór jelita grubego, TATKO LEDWO LECZONY w małej miejscowości! Pomocy!

2 lata temu
Kochani! każda informacja na wagę złota. Czy ktoś zna / ma jakieś kontakty? Może wiecie jak wyglądają procedury przeniesienia pacjenta do większego ośrodka? Może znacie lekarza z okolic lubuskiego, dolnośląskiego, któremu zależy? Jestem Darek, mam 31 lat, parę miesięcy temu, jak w wielu przypadkach, niczym grom z jasnego nieba dramat nowotworowy, zagościł w mojej rodziny. Mój Tata trafił w trybie pilnym na operację. Stwierdzono NIEDROŻNOŚĆ JELITA GRUBEGO, operacja była wymagana w trybie ratowania życia - tak zdecydowali lekarze w mojej miejscowości w Żaganiu. Tam też Tatę operowali. Wycięto guza i przesłano materiał do dalszych badań. Rozpoznanie: Nowotwór złośliwy esicy C18.9, inne postacie zatkania jelita K56.4 oraz nowotwór złośliwy z przerzutami do sieci otrzewnej i miednicy mniejszej C18.8. Już w tej pierwszej operacji wyłoniono stomię. Potem Tata zakwalifikowany został do karty DILO, a po około 4 tygodniach miało się zebrać konsylium. Przez ten czas Tata był w domu, nic nie wiedział jak ma postępować i co robić, i czy coś może robić - nikt z nas niewiedział, kazano nam czekać na konsylum.Gdy zebrało się pierwsze konsylum, to gdy Tata przyjechał, powiedzieli mu, że ono się odbyło wcześniej, nawet nie miał możliwości w nim uczestniczyć, ani bezpośrednio dowiedzieć się o swoim przypadku. kolejne czekanie, kolejna niewiedza… lekarz w Żaganiu, Pan Chirurg od razu powiedział mojemu ojcu, że nie ma szans i że umiera, a siostra, która dzwoniła dowiedzieć się jaka jest sytuacja otrzymała sformułowanie, że to koniec i jest tragicznie i że Tacie zostało już tylko od 2 do 4 miesięcy. Potem Tata dalej czekał i nie dostał, żadnych wskazań i informacji co dalej robić. Wcześniej gdyby się nie dowiedział czy odbędzie się Konsylium to nawet by go nie poinformowali o tym. W międzyczasie i w oczekiwaniu na kolejne kroki i efekty działania po konsylium, poszedł na konsultację w IMC wrocławskim, prywatnej klinice gdzie stosują metody alternatywne. Tam, niby Pan doktor po obejrzeniu dokumentów, zadawał tylko pytania, dlaczego do tej pory nie zaczęli Panu robić chemii, dlaczego to, dlaczego tamto… skąd ten biedny człowiek miał to wiedzieć, dlaczego nikt nic nie robi, czy to nie on powinien być tym któremu się mówi co mu będzie robione? Przez następne dni było tylko gorzej. Chemię zaczęli w Zielonej Górze. Od tego momentu, pochylnia w dół. Strata włosów, niewytłumaczalna przez lekarzy duża utrata wagi. Tata wytrzymał z 3 wlewy, po trzecim ledwo co się ruszał w domu. Straszny ból. Znaleźliśmy jakieś hospicjum domowe w Żaganiu, bo do Taty nikt nie przychodził nawet nic kontrolować, Tata i my nawet nie wiedzieliśmy gdzie możemy się zwrócić o pomoc, co robić. W szpitalu pokazali tacie jak ma obchodzić się ze stomią, ale tylko tyle i potem wypis do domu. Potem tylko wymioty, zaczął mieć wstręt nawetd do wody :(. Kochani, dopiero jak przyszła ta Doktor z hospicjum, to ktoś dał tacie silniejsze leki przeciwbólowe, a potem ciągle nie miały czasu. Gdy zobaczyliśmy, że już nic nie je i jest całkiem źle, to po namowach lekarka jakimś cudem się zjawiła stwierdzając, że trzeba do szpitala. Okazało się, że jest zator w jelicie cienkim. Operacja przywracania drożności, po której do tej pory Tata jest w szpitalu Żagańskim. Lekarz który go operował od samego początku, ten który wyłonił od razu stomię, niczym rozdający wyroki sędzia chodził i jedyne co mówił ojcu to adres na cmentarz w Żaganiu. Niesamowite, nigdy czegoś takiego nie widziałem w swoim życiu. Tata nie raz płakał. Po operacji drugiej, która rzekomo miała być zabiegiem, okazało się że są przeżuty i to spowodowało zatory w jelitach. Obecnie Tatko jest na kroplówce, wyłoniono mu drugą stomię i podłączono żywienie pozajelitowe, bo nie może przyjmować żadnych pokarów. Lekarze nie wiedzą co mają robić, bo jest jakiś wyciek z jelita i nie mogą zlokalizować. Słyszymy tylko jak jest źle a nic z tego jak można mu pomóc. Po kontakcie z onkologiem we Wrocławiu, u którego wcześniej byliśmy na konsultacji, powiedział nam dość znacząco, że Taty nigdzie indziej nie przyjmą w innym ośrodku bo operacje przeprowadzili w Żaganiu. Tata nie miał wyboru i możliwości decydowania gdzie chce być, bo operację zrobili bez możliwości rozpatrywania gdzie, musiała być. Przez to teraz inni lekarze stwierdzają, że nie bardzo jest szansa przyjąć gdzieś Tatę, skoro inny lekarz to prowadzi. Nigdzie nie możemy się dostać. Czy to jakaś zmowa? :( Czy ktoś z Was zna jakiegoś CZŁOWIEKA lekarza? Ma może jakieś informacje do kogo można zadzwonić pytając o nadzieję, chociażby by dać Tacie wiarę, że ktoś coś robi i stara się mu pomóc, godnie walczyć!? Nigdy nie czułem się tak bezradny jak obecnie. Każda wasza podpowiedź, sugestia jest ogromną pomocą. Bardzo Wam od razu dziękuję za przeczytanie naszego przypadku. Wszystkim ZDROWIA i SIŁY w tej walce z Goliatem :*
6 odpowiedzi:
  • 2 lata temu
    Witaj Szok to mało powiedziane dzwoń pilnie jutro do dr Katarzyny Galwas Kliber w Instytucie Onko w Gliwicach .Podam Ci telefon zaraz .Nie ma czegos takiego jak ,nie przyjmą bo tatę leczy ktoś inny ,Mąż mój był w 2 różnych szpitalach jak podjęlismy my RODZINA taką decyzje wypisujemy na własne żądanie i wieziemy do Gliwic ,po uzgodnieniu wszystkiego z tą lekarką działajcie szybko bardzo szybko. 602 213 567 .Proscie Panią dr przyjmie Was na konsultację na pewno jesli tylko bedzie mogła.To lekarz o niespotykanej empatii. Pytaj jak czegos nie wiesz podpowiem co będę mogła.
  • sierotka, dziękuję Ci bardzo za tak szybką odpowiedź mimo godziny. Spisuję numer i dowiaduję się co i jak. Moja wypowiedź, co prawda nieskładna, może i szczegółów brak, ale te emocje... dużo zdrówka <3
  • 2 lata temu
    Nic nie szkodzi ,znam te emocje .Przygotuj dokument z opisem nowotworu ,bo Pani dr może chcieć byś przeczytał i proś nalegaj na konsultację .Zyczę powodzonka i napisz czy się udało ok?
  • 2 lata temu
    <3Dziękuję i wzajemnie ;) :D
  • oczywiście, że dam znać. Dokumenty staramy się od razu też dygitalizować i mieć dostępne wszędzie, opisy operacji także. Wcześniej mięliśmy nadzieję na DCO we Wrocławiu, ale kontakt jaki dostaliśmy do lekarza niestety nie daje rezultatów, telefon albo wyłączony, albo włącza się w nocy bez odpowiedzi :( Tata w obecnym stanie musiałby być raczej już hospitalizowany, czy takie wypisanie Taty ze szpitala nie grozi sytuacją, że go gdzieś indziej nie przyjmą i zostanie bez możliwości? Wygląda na to, że przez naszą ostatnią próbę przeniesienia Taty do Wrocławia na rzekomy zabieg, nastąpił jakiś dziwny klimat, nagle ucichły dwa szpitale. Czy to komuś trzeba zapłacić, by przyjęto Tatę i jeszcze raz rozpatrzono przypadek? :( to dalej tak u nas działa, naprawdę? :(
  • 2 lata temu
    Witam wstałam na ryneczek ;),ale zajrzałam ,dario85dario ta Pani dr jest osobą ,ze jak juz powie ,ze przyjmie to zajmuje się pacjentem od A do Z.A podałam ten nr ,ponieważ znamy tylko tę lekarkę właśnie tam.Nas tez przyjęła z ,,ulicy,, dzwonilismy po raz pierwszy do niej znajdując telefon w necie ,wtedy kiedy w ogromnym stresie nie wiedzieliśmy w którą stronę pójść. Jej empatia połączona z wiedzą medyczną bardzo nam pomogla .Ona wszystko spokojnie wyjaśni Wam a wtedy podejmiecie decyzję.Powodzenia i miłego spokojnego dnia źyczę.


Zaloguj się lub Zarejestruj, żeby odpowiedzieć lub dodać nowy temat