Rak dotknął i mnie:(

4 lata temu
Cześć:( jestem to nowa... dowiedziałam się że mam raka tarczycy, zaczęło się od lekkeigo bólu przy przełykaniu potem ciągle zmieniony głos i z tego powodu chrypka no i w końcu wyczułam guzka na prawym płatku.. co zrobiłam czekałam i płakałam ale w końcu się odważyłam... usg, badania potwierdziły...:(:( operacji jeszcze nie miałam, czekam, mam małe dziecko nie radze sobie, płacze non stop a dziecko patrzy, boję się operacji.. jak Wy sobie radzicie/radziliście z tym okropieństwem:( mąż wspiera jak może ale szkoda mi jak ciągle tylko widzi mnie płaczącą......
9 odpowiedzi:
  • Alutka2112 - wejdz na forum rak tarczycy i poczytaj historie dziewczyn....mysle, ze poczujesz sie lepiej....
  • 4 lata temu
    Kochana, pierwsze chwile (dni, tygodnie) po usłyszeniu diagnozy są zdecydowanie najgorsze, bo dopuszczasz do siebie myśl, że życiowa stabilizacja i szczęście nagle zostały naruszone. Po czasie jednak oswoisz się z tym wszystkim i nabierzesz sił do walki z tym gównem Kochana! Czy masz już jakieś wyniki dot. rodzaju guzka? Czy jest to na pewno guz złośliwy, jedno czy wieloogniskowy? Jakieś szczegóły? Bez względu na wszystko - masz kochanego męża i córeczkę, masz dla kogo walczyć i dla kogo żyć, dlatego ogarnij się i dowal temu draństwu na Twojej tarczycy. Jesteś młoda i masz bardzo silny organizm - to przeogromnie ważne. I pamiętaj, że jesteśmy tutaj dla Ciebie. :)
  • Dzięki.. choc to b trudne poczuc sie dobrze po diagnozie, nie ma szans:( nawet teraz siedze zapłakana..:( czekam na ten dzień kiedy nabiore siły do walki.. mam nadzieję że tutaj dzięki Wam szybciej ten dzien nadejdzie bo na razize jest bbb źle:(
  • Dzięki.. choc to b trudne poczuc sie dobrze po diagnozie, nie ma szans:( nawet teraz siedze zapłakana..:( czekam na ten dzień kiedy nabiore siły do walki.. mam nadzieję że tutaj dzięki Wam szybciej ten dzien nadejdzie bo na razize jest bbb źle:(
  • 4 lata temu
    Kochana wiem doskonale co czujesz... Moją Mamę to draństwo dotknęło podobnie jak Ciebie, tylko w listopadzie. Nie chciała się cieszyć świętami, nie potrafiła sobie ich nawet wyobrazić, nie chciała iść początkowo na Wigilię. Operację miała jednak 2 grudnia i powiem Ci szczerze, że wszystko się wtedy odmieniło. Zmieniła nastawienie, była szczęśliwa, że już się pozbyła tego draństwa z organizmu i spędziliśmy przepiękne, radosna, pełne nadziei Święta. W tym roku, to już kolejne wspólne odkąd wykryto u Mamy raka. Nie można patrzeć w tył, trzeba stawić czoła temu co nam los zgotował i iść przed siebie. Kochana wiem, że najprościej jest pocieszać i mówić, że będzie dobrze, ale pamiętaj proszę, że nastawienie (pozytywne!) to połowa sukcesu. Jesteś młodą, silną kobietą, wspaniałą Mamą i Żoną - masz dla kogo żyć i mnóstwo pięknych chwil przed Tobą więc na co czekać? Otrzyj łzy, kup córeczce i mężowi prezenty na mikołajki i od poniedziałku rozpocznij wszystkie badania, kontrole - złap to draństwo żeby się go jak najszybciej pozbyć. WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE, NIE MA INNEJ OPCJI. :) JESTEŚMY TUTAJ Z TOBĄ, PAMIĘTAJ!
  • 4 lata temu
    Alutka, Dzoana ma rację:-) Wejdź na RAK TARCZYCY, tu wszystkie jesteśmy"tarczycowe":-) Początek jest ciężki, szok itd...Jeżeli nawet będziesz mieć nowotwór tarczycy to się leczy i na to się nie umiera!!!
  • 3 lata temu
    alutka ja czekam na operacje, w sumie u mnie niewiadomo co to dokladnie bo kategoria 3;p po operacji sie okaze - co ma byc to bedzie glowa do gory:) nawet gdyby to raK to do wyleczenia :) ps. bardziej matwie sie blizna;ppp buziaki;))))
  • Czesc jestem Ewa. Jestem po operacji usunięcia tarczycy z powodu raka brodawkowatego. Usuniecie bylo w sierpniu a dzis jestem na pierwszym jodowaniu. Tez mam male dziecko synama 4 lata i tak jak ty sstrasznie plakalam. Ale nie daj sie. Ktos mi powiedzial ze placz to pozywka dla raka i trzeba byc twardym. Napisz do mnie na maila. Ja poprostu mowie sobie ze go pokonam dla moich chłopaków. Pisz jesli chcesz coś wiedzieć. Pozdrawiam
  • Chciałabym opisać Ci naszą historię i dodać otuchy:) Mój narzeczony miał zdiagnozowanego raka brodawkowatego tarczycy bardzo późno, w zasadzie w ostatniej chwili. Lekarze tak się przestraszyli że w ciągu tygodnia miał operację.(wcisneli go w grafik pomimo że to był koniec roku a wiadomo jak to z nfz..) Okazało się po wszystkim że miał w sumie 5 guzów, największy 2,8 cm. Przerzuty do węzłów i nacieki. Wycieli mu wszystko, tarczycę węzły ale nacieki były do klatki piersiowej. Przepraszam jak słabo tłumaczę ale tyle udało nam się zrozumieć z lekarskiego bełkotu. Nie było lekko, oczywiście potem cała terapia jodem. Niedawno właśnie był na kontroli, okazało się że po 4 latach od operacji nareszcie nie ma nic :) tsh w normie, markery czyste. Jestem przepełniona szczęściem, nawet nie wiem jak Wam to opisać żeby oddać moją radość :) Nic się tak naprawdę innego w życiu nie liczy. Pomimo że przez chorobę skomplikowały nam się różne sprawy tj np studia, to uważam że ta cała sytuacja też miała jakis cel w naszym życiu. Nie poddawaj się nigdy, będzie dobrze a potem świat stanie się inny:) Nie daj się skurw....wi :P Codziennie jestem myślami z tymi którzy jeszcze walczą i trzymam mocno kciuki :)


Zaloguj się lub Zarejestruj, żeby odpowiedzieć lub dodać nowy temat