Brodawkowaty rak urotelialny

4 lata temu
Witajcie! Bardzo proszę o radę. Przypadek dotyczy mojego taty. Ma 56 lat. Pod koniec lipca miał krwiomocz. Lekarz rodzinny skierowała go na badanie moczu, z którego niewiele można było wyczytać. Następnie miał zrobione USG, które też nic nie wykazało i na tym etapie miała być sprawa zakończona. Tato jednak się uparł, że ten krwiomocz jest niepokojący i na pewno z czegoś wynika. Lekarz dała skierowanie do urologa. Wizytę miałby dopiero w styczniu 2015. Dowiadując się o tak długiej kolejce, internistka dała skierowanie do szpitala. Po wykonaniu tam USG okazało się, że jednak jest coś na rzeczy i skierowano tatę na cystoskopię. Po dwóch tygodniach otrzymał wynik. Rozpoznanie: brodawkowaty rak urotelialny o niskim stopniu złośliwości (Low grade papillary urothelial carcinoma), pTx - powierzchowne fragmenty. Urolog nie skomentował tego w zasadzie w ogóle. To znaczy trochę był zawiedziony, bo tuż po zabiegu mówił do taty, żeby się nie martwił, bo wygląda mu to na zapalenie pęcherza. Jak się okazało, jego przypuszczenia niestety się nie sprawdziły. Zalecił, żeby przyjść na kolejną cystoskopię w grudniu. I tu pojawiają się znaki zapytania. Dlaczego tak długi okres oczekiwania? Przecież tato ma zdiagnozowanego raka, nie należałoby go już zacząc w jakiś sposób leczyć? Jaki jest cel tej cystoskopii? Kolejna diagnoza, na wyniki której trzeba będzie czekać następne 2 tygodnie? Nie rozumiem tego. Powiedzcie proszę, korzystając z własnego doświadczenia czy naprawdę mamy czekać kolejne miesiące jak gdyby nigdy nic? Próbuję coś znaleźć w internecie, czytam różne artykuły i póki co dowiaduję się, że wszyscy chorzy mieli po niedługim czasie od zdiagnozowania usuwanego guza. Do taty takie zalecenie jeszcze nie dotarło i to mnie martwi. Zastanawia mnie też przyczyna zachorowania. Gdzieś wyczytałam, że nie stwierdzono znaczenia genetycznego obciążenia, ale w przypadku taty myślę, że odziedziczył tego raka po moim dziadku, u którego stwierdzono nowotwór pęcherza moczowego, gdy miał 82 lata. Zwłaszcza, że inne czynniki nie wchodzą raczej w grę, bo nie pali i nie pracuje np. w drukarni. Chociaż ma do czynienia ze szkliwem ceramicznym, gdyż ceramiką zajmuje się na co dzień. Nigdzie jednak nie znalazłam informacji o jego wpływie na pęcherz moczowy. Lekarz też to wykluczył. Z góry dziękuję za wszelkie rady.
2 odpowiedzi:
  • 4 lata temu
    Witaj. Czy twój Tata miał TURB czyli usunięcie guza przez cewkę moczową- (podobne do cystoskopii) czy tylko cystoskopie bo przez nią można obejrzeć wnętrze pęcherza, ewentualnie pobrać do badania a jeśli jest jakaś zmiana nowotworowa to powinna być raczej usunięta. Zakładając, że miał TURB- (bo myślę, że taki powinien mieć przy nowotworze, choć żaden ze mnie ekspert) to taki zabieg najprawdopodobniej wystarczy ponieważ : „brodawkowaty rak urotelialny o niskim stopniu złośliwości” jak sama nazwa mówi jest o niskiej złośliwości co za tym idzie nie chętnie daje przeżuty i jego wycięcie powinno wystarczyć. Choć czasem może odrastać i dla tego należy robić kontrolne cystoskopie aby ocenić czy nic złego sie nie dzieje. Możecie jeszcze skonsultować wynik i propozycje dalszego leczenia u innego lekarza urologa lub onkologa. Pozdrawiam.
  • Dziękuję za odpowiedź. Tata nie miał TURB-u, a jedynie cystoskopię z pobraniem materiału do badania. Z tego, co wyczytałam w internecie i z konsultacji z lekarzem rodzinnym wynika, że konieczne jest ponowne badanie diagnostyczne (cystoskopia) ze względu na brak wielu informacji (chociażby to pTx, z którego nic nie wynika). Irytujący jest fakt przeciąganie tego w czasie, bo do grudnia to prawie 3 miesiące, a na wynik też czeka się 2 tygodnie. Umówiłam tatę na wizytę do ponoć bardzo dobrego urologa-onkologa. Za tydzień może uda się uzyskać więcej informacji od tego specjalisty. Pozdrawiam!


Zaloguj się lub Zarejestruj, żeby odpowiedzieć lub dodać nowy temat