Waldku, pozdrowienia dla mamy i dużo zdrowia <3 <3 <3
Waldek, annatom nic nie pisała, że to rak przerzutowy. A przecież skoro nie ma przerzutów to oprócz nefrektomii nie przysługuje już nam żadne leczenie uzupełniające. Tylko w przypadku przerzutów. Profilaktycznie się leków nie podaje.
Waldku jak czuje się mama? <3
A moja mama jak wcześniej pisaliśmy była zachwycona usciskiem dloni za 380 zl
Tak refundowane alw gdy sa przerzuty moja mama na wypisie ze szpitala przy przerzutach do kręgosłupa miała zapis brak podstaw do leczenia systemowego tylko radioterapia poniewaz brak przerzutow mierzalnych i nfz nie zrefunduje wypis mam ze szpitala mwsia warszawa również prof.szczylik psioczyl na przepisy i kazal nam samemu zakupic potem za dwa miesiace byly przerzuty na wątrobie i dostala sutent.leczymy sie w Kielcach .
O ile mi wiadomo na raki jasnokomórkowe leki są refundowane. Pacjent nie płaci ani grosza.
Jak duży był ten guz i czy są przerzuty?
Witajcie, Mam 56 lat, jestem po usunięciu prawej nerki z usunięciem czopa nowotworowego w VCI, i niestety .....G2, pT3bNxR0, rak jasnokomórkowy, Jestem załamana po wizycie u onkologa, nie ma dla mnie żadnego leczenia. Ewentualnie SUTENT roczna kuracja, ale to ma kosztować ok. 20 000 miesięcznie……przecież ja nie mam takich pieniędzy. W jaki sposób kupujecie ten lek?
Witaj Andrzej69. Wsparcie najbliższych jest bezcenne (przynajmniej dla mnie). Świadomość, że mogę na nich liczyć w każdej chwili, że mnie ochrzanią w chwilach zwątpienia i zmotywują do działania, wzmacnia moje pozytywne myślenie. Powodzenia !
Necza witaj ja też jestem ZA. Wiem że można. Kocham swoją żonę chcę walczyć razem z nią. Trzymajcie się zdrowo.
gosia61 w swoim ostatnim wpisie zawarłaś całą istotę naszej sytuacji - indywidualne cechy są istotne, jak również dobra psychika i pozytywne myślenie. Niedawno robiłam usg i pani doktor, która je wykonywała powiedziała, że ma pacjenta, który miał usuniętą nerkę z powodu raka - uwaga - 20 lat temu ! Postęp medycyny jest ogromny, zatem wierzmy, że my pożyjemy jeszcze co najmniej 40 lat. I tego wszystkim nam życzę. <3 <3 <3 <3 <3
Sławek, co do mojego "optymizmu", mam świadomość swojej choroby i etapu zaawansowania mimo, że nie był to jasnokomórkowiec. Jestem realistką i wiem jakie są statystyki pięcioletnich przeżyć, choć nie wszystkie są wiarygodne. Niektóre np: podają, że w III stadium przeżycie jest 20, 30% inne zaś, że 64, 70%. Nie należy zatem kierować się statystykami, wszystko zależy od indywidualnych cech chorego. Nie bez znaczenia jest kondycja, stan ogólny jak również i stan psychiczny. Dobra psychika to ponoć 50% szans wyleczenia. Mnie też dopada tzw.załamka i myślę sobie, że pewnie długo już nie pociągnę, ale co? położyć się do trumny i czekać na śmierć? Jakaś motoryka życia być musi.
Viomi masz rację, lekarze nie mówią zbyt dużo, może dlatego, że są świadomi wielu zmiennych w tej chorobie. Oglądałam kiedyś wykład młodego onkologa /od nerek właśnie/ Jakuba Żołnierka, że ten rak ma to do siebie, że może puścić przerzut i nie musi. I to na każdym etapie zaawansowania klinicznego. A wiec tak czy siak pewności nie ma, ciągle żyjemy w zawieszeniu. No ale jak mawiał mój zaprzyjaźniony lekarz /też takowego mam, nie onkolog/ w medycynie nie ma 100% pewności.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie <3 <3 <3