od 2019-12-06
ilość postów: 225
Axxk, wiem, że jest Ci trudno, ale jeśli to rak jajnika to zdecydowanie musisz skonsultować w dobrym ośrodku onkologicznym zajmującym się leczeniem raka jajnika. Podstawą jest dobrze przeprowadzona operacja. Zadzwoń do najbliższego ośrodka i dowiedz się jak się dostać na konsultację albo komisję kwalifikacyjną.
Axxk, przykro, że tak zostałaś potraktowana. Niestety z rakiem jajnika tak jest, że czasem nie można go łatwo zdiagnozować. Nie poddawaj się i pędź do ginekolga. Mówię Ci to ja, która zaniedbałam zdrowie. Ile kilometrów masz do Warszawy? Może tam spróbować?
Axxk. Nie ma nic gorszego niż niepewna diagnoza. Jak już człowiek wie co mu jest to łatwiej podejmuje walkę. Ja trafiłam na usg z dużym wodobrzuszrm, które u kobiety w większości przypadków oznacza raka jajnika. Miałam szczęście, że trafiłam do bardzo doświadczonego radiologa, który poradził iść od razu do ginekologa onkologa. Znajdź jakiegoś w dobrym ośrodku, bo tylko w takim są w stanie porządnie zdiagnozować i przeporowadzić dokładną operację. Zarówno rak jajnika przerzuca się na jelito jak rak jelita na jajnik. Do ginekologa nie potrzebujesz skierowania więc działaj! Idź do dobrego specjalisty nawet jeśli jest gburem, byle pomógł. Dopiero jak Cię otworzą, zobaczą i zbadają, będą mogli podjąć działanie. PS możesz wejść na główny wątek raka jajnika założony przez Goykę.
Awa, u mnie wszystko działo się tak szybko, że przyznam, nawet nie wiedziałam o avastinie. Ja miałam operację po trzeciej chemii. Ta operacja musi być przeprowadzona jak najszybciej po podaniu chemii. Organizm musi dojść do siebie po operacji (bardzo ciężkiej) i przed kolejną chemią. A przerwa między chemiami nie może być dłuższa niż (tu nie pamiętam dokładnie) 5-6 tygodni. Więc wg mojego rozumowania operacja w trakcie chemioterapii wyklucza podanie avastinu. Ale nie denerwuj się. Poczekaj na potwierdzenie planu działania. Chyba za dużo razy użyłam słowa chemii i głupio się to czyta, ale nie mam słowa zastępczego😁
Awa, czy Twoja mama ma dostać 3 chemie ,następnie mieć operację i po niej kolejne 3 chemie?
Katarzyno, z menopauzą da się żyć, z rakiem nie bardzo. Te objawy nie trwają non stop. Jeśli o mnie chodzi to mam nawet jeden pozytyw: mój cykl dawał mi zawsze w kość pod względem emicjonalnym. Kilka dni energi, wręcz euforii, kilka dni apatii i totalnej niemocy i kilka dni normalnego życia. I tak co miesiąc. Dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, i zaakceptowanie, że to hormony. Teraz nie mam z tym problemu i jest mi z tym naprawdę dobrze. Oczywiste, że wolałabym być zdrowa, ale trzeba szukać pozytywów w tym co mamy.
Katarzyna, pierwsze "uderzenie" było w trzeciej dobie po operacji. Myślałam, że moje ciało spłonie a ja stracę przytomność. Takie napady trwają krótko, ale początkowo dość częstko - kilka/kilkanaście razy na dobę. Teraz takie ataki mam sporadycznie, ale za to są dość silne. Później przez kilka tygodni było mi przeokrutnie zimno, ale i to urogulowało się po jakimś czasie. Ja bardzo cierpiałam na ból miednicy, kolan i kręgosłupa. Myślałam, że to skutek chemii, ale mojej koleżanki tata przechodził w tym samym czasie męską operację radykalną i miał takie same problemy. Jeśli chodzi o starzenie, to nie odczułam tego, że tak powiem, na twarzy, ale bardziej w całym ciele - jestem jakby sztywniejsza😁 Teraz niestety borykam się z zaburzeniami snu. Poza tym nie jest nie jest tak strasznie. Myślę, że my to przechodzimy gwałtowniej, bo nagle zostajemy odcięte od hormonów. Acha, ja nie mogłam brać hormonów przy moim raku.
Uusta, w moim zakładzie pracy od razu przy badaniach dostałam specjalne oświadczenie, które musiał podpisać lekarz medycyny pracy, że mogę pracować 8h. Nie pytali, czy dam radę. Prawo jest, ale pracodawca też ma furtkę... A niestety sił mi ostatnio braknie, bo bite 8 godzin pracy umysłowej też potrafi wykończyć.
Mar.s, rocznik '82. Diagnoza w maju '18.
Mio2019, ja też Ją strasznie przeżywam. Ostatni filmik rozbił mnie totalnie. Zresztą jak cała historia Jej choroby poczynając od ciągnącej się diagnozy. Swoją drogą, zawsze piszą, że głównie chorują starsze kobiety, więc co my tu robimy?