maga83 dziękuję Ci za wsparcie, to bardzo wiele dla mnie znaczy, naprawdę. Ja tak bardzo chce wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Staram się jak tylko mogę. Muszę być silna, muszę starać się normalnie funkcjonować, moje dziecko nie może cierpieć z powodu mojej choroby. Ona zasługuje na normalne, szczęśliwe dzieciństwo. Jak każde dziecko. Przy niej jestem silna, przynajmniej zewnętrznie. A tak naprawdę myśl o chorobie towarzyszy mi ciagle.
Potrzeba czasu, żeby sobie wszystko poukładać, niektórym wychodzi to szybciej, innym wolniej. Na pewno nie jest to łatwe, gdy się ma male dzieci, tutaj pojawia się dodatkowy niepokój. Nie będę zgrywać bohatera, sama nadal czasem mam gorsze dni. Operację miałam we wrześniu. Ale jak już pewnie wiesz, jeśli los pisze nam scenariusz, że mamy mieć raka, to tylko raka tarczycy, a tym bardziej brodawkowatego :)
Ludzie z dłuższym stażem choroby piszą, że z czasem nabiera się dystansu, trzeba oczywiście badać się regularnie, ale pomiędzy badaniami żyją normalnie, tak jak wcześniej. To forum jest tego najlepszym przykładem. Mam nadzieję, że i Tobie czas pomoże.
Napiszę jeszcze jedno. Jeśli jest Ci baaardzo ciężko psychicznie, nie bój się i nie wstydź iść po pomoc do specjalisty, dobrego psychologa. Poznałam kilka osób z rakiem, którym bardzo to pomogło. Zwłaszcza że niektórzy, jak np. ja, nie potrafią rozmawiać o swojej chorobie z rodziną i kiszą wszystko w środku. Czasem okazuje się, że obcym łatwiej coś powiedzieć, niż najbliższej osobie.