Rak tarczycy
Mam 36 lat. Problemy z moją tarczycą zaczęły się w wieku ok. 12 lat kiedy to, miał miejsce wybuch w Czarnobylu.
Natomiast rok temu zdiagnozowano u mnie raka tarczycy. Wyszło całkiem przypadkowo. Po urodzeniu drugiego dziecka postanowiłam zrobić porządek z moją tarczycą tylko dlatego, ze moja szyja była gruba. Wyniki TSH miałam w normie, FT3 i FT4 także. Był też guz, ten złośliwy guz. Na moje szczęście miał 6 mm. Jestem po wycięciu całej tarczycy i po jodzie radioaktywnym. Nie mam komórek rakowych. Na życie patrze inaczej, dostrzegam to - czego nie widziałam wcześniej.
-
wow... to juz sporo czasu minelo :) GRATULUJE :)
fajnie sie czyta ze ktos jest po raku az tyle czasu :) ja tez w sierpniu (6 sierpien) obchodze urodzinki ale dopiero drugie :)
napisz mi jeszcze kochana jak pozbyli sie u Ciebie przerzutow na kosci i pluca ?
ja po jodowamiu tez poszlam odrazu do domu ale mialam tylko maly jod i tygodniowa kwarantanne- od narzyczonego musialam sie trzymac zdala na 2 m
-
Użytkownik @ona25 napisał:
ulakar ile jestes juz po diagnozie ?
dowiedziałam się w 7 miesiącu ciąży, urodziłam 13.01.2003 i 2 tygodnie potem trafiłam na stół...dalej potoczyło się szybko...9,5 roku minęło. 22 sierpnia obchodzę drugie 9 urodziny :)
-
Użytkownik @kasiab napisał:
Ja z wykształcenia jestem chemikiem i bardzo się zdziwiłam, jak usłyszałam od jednej z pań-pacjentek na oddziale, że ona wyprowadza się z domu na miesiąc i będzie używać innego sprzętu (sztućców, garnków itd) by nie napromieniować pozostałych osób. Nie mogłam ani ja ani lekarze jej wytłumaczyć-przetłumaczyć, że jak będzie wychodzić to jest bezpieczna. Nie mogła tego pojąć, że nikt nie wypuści po jodowaniu pacjenta, który będzie miał w sobie za dużo jodu.
tak jeszcze mi się przypomniało a nie miałam czasu wcześniej napisać - nie chcę Was straszyć, być może tak już nie robią...
opuszczając instytut w Warszawie po pierwszym jodowaniu wychodziłam z wysoką dawką radiacji bo 26 μSv - wg mnie to nie było bezpieczne promieniowane.
W rozpisce dostałam 4 tygodnie kwarantanny, rodzice z moją małą wyprowadzili się na piętro a mąż który kontaktował się ze mną i jeździł w czasie tej kwarantanny na konsultacje do Gliwic jedny autem na siedzeniu obok nabawił się anemii i często krwawił z nosa - nie wiem jednak czy to było przyczyną czy stres który związany był z moją chorobą.
-
kasia
ja teraz tez wierze dla swojej endo 100% :) tylko po diagnozie nie dowierzalam ze ten rak jest tak slaby :) powiem Ci ze tylko jej wierze innym lekarzom nie tak bardzo :/ czasami jak mam jakis problem zdrowotny to nie ide do lekarza rodzinnego tylko do niej :) i powiem Ci ze jeszcze nigdy sie w niczym nie pomylila :)
i tak jak piszesz na forum spotkalysmy sie z osobami ktore sa juz po chorobie i zyja maja sie swietnie :) dzieki temu ja tez w to zaczelam wierzyc :) niestety foum znalazlam troszke pozno bo az rok po leczeniu :/ i niestety sama musialam przechodzic to wszystko :/ bardzo zaluje ze wczesniej nie znalazalam Was bo jestem pewna ze cala chorobe przeszlabym inaczej - dzieki Wam :)
-
Jadzia,
tym bardziej cieszę się, że jestem tutaj i że w jakimś stopniu możemy Ci pomóc.
Ulakar,
reakcja jak najbardziej prawidłowa-wzrost apetytu na życie-nie może być inaczej, tak trzymać.
Ona,
a widzisz ja odwrotnie-wierzę we wszystko co powie mój endo. On ma taki sposób bycia, rozmowy z pacjentem, że naprawdę łatwo mu zaufać. Jak mówi, że coś jest źle to jest, jak że dobrze to tak jest.
W czym mi forum pomogło w tym że zrozumiałam, że nie jestem jedyna (czyt. sama) z tą chorobą! Choć każdy z nas to odrębny i indywidualny przypadek i nie ważne jak z punktu medycyny byłyby do siebie podobne albo różne to w duszy przeżywamy to samo szczególnie na samym początku-strach, lęk, obawy jak to dalej będzie wszystko wyglądało. I wtedy tak jakoś inaczej człowiek się czuje, dostaje energii jak przeczyta "hej ja też miałem raka i żyję, jest ok.u ciebie też tak będzie".
-
Witajcie
mi lekarz kiedyś też powiedział ale to z powodu innej choroby że nie będę mogła mieć dzieci wogóle przepłakalam ileś tam czasu i w chwili kiedy się pogodziłam z całą sytuacją to okazało sie że jestem w ciąży i obecnie mam syna który ma 25 i córcię która ma 21 lat i wiecie co to są moje największe skarby i do ostatniego tchnienia będę wdzięczna bozi że ich mam więc dziewczyny nigdy ale to nigdy nie warto się poddawać i przynajmniej warto wierzyć że jednak wszystko sie zmieni pozdrawiam serdecznie
-
ulakar
ile jestes juz po diagnozie ?
wiesz co mysle sobie - wazne ze macie coreczke :) :) niektorzy niestety nie moga wogole miec babasa i to jest tragedia :/ ja tez jakbym miala jedno dziecko to jakos pogodzilabym sie z tym ze lepiej juz nie miec drugiego
jadzia
zgadzam sie z Twoba :) dla mnie jak lekarz mowil ze wszystko bedzie dobrze to mu niedowierzalam- tylko to forum mi pomoglo w to uwierzyc :) i powiem powili jak zaczelam czytac tutaj wypowiedzi zaczelam tez wierzyc w to ze lekarz mowil prawde
-
Nie dopytywałam się dokładnie o tą wznowę - kasiab ma rację to indywidualna sprawa - być może u mnie było takie ryzyko ponieważ miałam przeżuty do płuc i kości.
Teraz to nieważne - oswoiliśmy się z myślą, że mamy jedną córkę. W niedzielę idzie do komunii i naszła mnie refleksja - jak chorowałam w drodze na badania zajeżdżaliśmy na Jasną Górę i prosiłam żebym dożyła chociaż do komunii dziecka. Doczekałam i wiecie co...mój apetyt na życie wciąż nienasycony.
Ściskam Was mocno
-
Witam
ciesze sie że znalazłam to forum bo bardzo mi pomogłyście!:) dajecie takie poczucie wręcz pewności że wszystko będzie ok po operacji! poczucie siły!!:)nawet najlepsze zapewnienia lekarza nie dają tego uczucia!! :)
Pozdrowionka :)
-
Witam miłego dnia słonka i usmiechu pozdrawiam