Rak jajnika

8 lat temu
Zachorowałam w lipcu tamtego roku.Był to szok,do konca nie wierzyłam,ze mnie to spotkało.Zaczęło sie nagle.Całe zycie zdrowa jak ryba.Póżno,jak zwykle przy I ttym raku pózno.I tutaj zaczyna się moje forum.....Dlaczego tyle krzyczy się o raku piersi,o raku szyjki macicy,a o raku jajnika nic.Mamy profilaktyczne badania cytologiczne,mamografię,a o badaniu CA 125 nikt nam nawet nic nie mówi.Przecież o raku jajnika mówi się(dzisiaj to wiem)"cichy zabójca".Dlaczego ma tak znikomą wyleczalnośc.......Jego wykrywalnośc jest w 3,4 stadium,wiadomo co to znaczy.....Nikt nam kobietom nie mówia by profilaktycznie badac sobie krew,bo to jest jedyna szansa aby uchwycic go szybciej.I wbrew pozorom choroba ta nie dotyczy kobiet tylko po40-tce.Umierały przy mnie dziewczyny,które miału niespełna 20-cia lat.Czy na prawdę w naszym kochanym kraju nie możemy zrobic nic,aby uświadomic przynajmniej kobietom co może im grozic?Ja przeszłam cięzką operacje,dzisiaj jestem zdrowa i wierzę,że tak zostanie.Wiem,że to moja siła mnie pcha do przodu.Tej siły życzę każdemu
25487 odpowiedzi:
  • Do tego wszystkiego dochodzą różne refleksje.. ona była taka silna, naprawdę nie wiem skąd czerpała tyle sił, żeby znosić to wszystko.. i to jak wyglądały jej ostatnie dni.. najgorszy zwyrol nie zasługuje na taką smierć.. tak bardzo cierpiała.. 

    a ja mam zaraz umówioną wizytę u ginekologa. Tak jak mama mam mutację BRCA1/2. I tak ze sobą walczę.. nie chcę iść.. nie chcę walczyć.. myślę sobie, że wolałabym nie wiedzieć do końca.. nie chciałabym żeby moj tata czy brat kiedykolwiek znów mieli przez to przechodzić.. tylko mama prosiła mnie żebym się badała.. wiem, ze wyolbrzymiam, ze wcale mnie to dopaść nie musi, ale mimo wszystko.. nic już nie wiem.. 

  • Sarnaś nawet nie wyobrażam sobie jak Ci ciężko, bo moi rodzice żyją. Mogę to sobie tylko wyobrazić. Mama odeszła bardzo dla Was wszystkich niespodziewanie i masz prawo do różnych dziwnych czasem sprzecznych myśli i zachowań. Żałobę trzeba przeżyć a to wymaga czasu zanim rany zasklepią się a pozostanie pamięć.... MAMA prosiła Cię żebyś się badała i musisz to robić i dla niej i dla siebie. Strach zawsze będzie Ci towarzyszył a każdy niepokojący sygnał będzie zapalał tę parszywą lampkę. Badając się będziesz miała większy spokój. Zobaczysz. Kiedy badania wchodzą w krew jest o niebo łatwiej niż robić je kiedy nagle coś zaczyna się dziać. 

  • Sarnaś ,idź do lekarza rodzinnego ,niech Ci przepisze coś na uspokojenie przez ten pierwszy ,trudny okres ,bo nie dasz rady sama ze sobą .. bardzo współczuje ..pozdrawiam.

  • 5 dni temu

    Sarnaś. Przyjmij wyrazy współczucia. Tak bardzo mi przykro.

  • Dzień dobry,

    czy któraś z Pań która przeszła operację radykalną może mi odpisać jak długo po tej operacji potrzebowała pomocy osób trzecich i może ktoś miał taką operację przy raku jajników 4 stopnia z przerzutami do wątroby i płuc - będę wdzięczna  za podzielenie się ze mną swoimi refleksjami.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę dużo zdrowia i wytrwałości w walce z chorobą.

  • lenko69 moja Mama miała 67 lat jak przeszła operację radykalną. Wszystko było bardzo rozsiane więc operacja była długa ok 4-5 godzin. Dobrze, że Mama trafiła na prawdziwego specjalistę, który potrafił zająć się nie tylko ginekologią a i jelitem, odbytem, wyrostkiem, otrzewną itd. Wyczyścili wszystko co można było. Upewnij się czy Twój operator ogarnia te sprawy żeby nie okazało się, że tylko wytną narządy rodne, a resztę zostawią...Piszę to ze względu na informacje, które czytałam nie raz i nie dwa w internecie, że dziewczyny nie były zoperowane tak szeroko jak powinny aby wyciąć jak najwięcej przerzutów. Po operacji Mama była kilka dni w szpitalu. Tego samego dnia kazali ją pionizować żeby nie porobiły się skrzepy i zrosty. Bałam się bardzo postawić Mamę na nogi bo była słaba, ale dałyśmy radę i później wszystko dobrze się pozrastało więc nie obawiaj się pionizacji-jak będą kazali to wstawaj. Dwa dni po operacji zasuwała już po korytarzach i ogródku przyszpitalnym. Schudła bardzo, ale była silna. Po tygodniu już było super. Puchły przez  jakiś czas nogi, ale po jakichś 2 tygodniach przestały, jelita wolno pracowały, ale też doszły do siebie. Miała przerzut na wątrobę, ale jej nie ruszali podczas operacji- dopiero chemia zadziałała i wątroba jest już ok. Gdyby coś to pytaj tutaj albo w wiadomości prywatnej. Pozdrawiam i dużo zdrówka ślę Wam wszystkim kochane!!! PS. my czekamy na wynik PET. baaardzo się martwię, ale muszę być dobrej mysli.

  • 5 dni temu

    Lenka 69 - moja mama miała radykalną. Ostatnio na facebook'u opowiadałam jak to u nas wyglądało. 

    Dwa dni przed operacją przyjęto mamę na oddział. Porobili badania, poopowiadali jak to będzie. Od razu kazali kupić białko w aptece (ok. 80zł) oraz Pas Teresy. Uprzedzili również mamę, że jeżeli nowotwór dziabnął jelita to może być konieczna stomia (mama opowiadała zawsze, że po wybudzeniu najpierw macała czy ma worek stomijny, a dopiero potem do mnie dzwoniła xD). 

    W dniu operacji przyszedł anestezjolog, przedstawił się, pogadał, zaczął montować "rurki" potrzebne do znieczuleń (to wiem z opowieści mamy). Później dostała głupiego Jasia i coś jeszcze - mówi, że zasnęła jeszcze przed salą operacyjną. Operacja trwała ponad 6 godzin, ale powiodła się, wszystko się udało usunąć. Stomii nie było :) Mama wybudziła się na sali pooperacyjnej ok. godziny po operacji i przewieziono ją na jej salę, ale miała jeszcze odlot i spała kolejne 2h. O 17.30 wreszcie zadzwoniła, że wszystko ok i mam nie przychodzić, bo i tak śpi co chwila. Następnego dnia przyszła rehabilitantka by mamę uruchamiać. W pierwszym dniu mama leżała i siedziała. Miała cewnik i dreny. Nie musiałam robić nic oprócz dotrzymywania towarzystwa i podpinania mamie ładowarki - siostry pięlegnowały, przemywały itp bo na dreny trzeba było uważać. Drugiego dnia usunięto dreny i cewnik i rehabilitantka spionizowała mamę całkiem i zaczęła powoli chodzić w Pasie Teresy. Tego dnia mama już szła np. zrobić sobie herbatę, skorzystać z wc, poczesać się, obmyć, ale w asyście mojej lub pielęgniarek - szczególnie schodzenie z łóżka wymagało pomocy. Trzeciego dnia już chodziła normalnie. w szpitalu była 5 dni od operacji. Po kolejnych 4? 5? miała zdjęcie szwów. Nie bolało. 

    W domu mama dawała radę samodzielnie. Nie mogła podnosić więcej niż 1,5kg (potem coraz więcej). Samodzielnie przemywala ranę, sama zakładała Pas Teresy, sama przygotowywała posiłki. Pomocy wymagała przy wychodzeniu z wanny ok 3 tygodni (nim nabrała pewności). po 3 tygodniach była na zakupach, po 4 sama wychodziła z domu. Po 6 nie było "śladu" po operacji. 

    Ogólnie to dość lekki czas.

  • Pięknie Wam  - Aniu i Leno dziękuję za opisy które mnie trochę uspokoiły bo od 2 tygodni nie mogę jeść ani spać z nerwów .Dziękuję jeszcze raz i serdecznie wszystkich pozdrawiam.

  • Lenko droga,musisz teraz zarówno jeść jak i spać. Nie ma na ten moment ważniejszej rzeczy. Żeby organizm się regenerowal musisz spać. Jeśli możesz to poproś lekarza o przepisanie środków nasennych. U mnie w szpitalu dostawalysmy takowe przed operacjami i spalysmy jak dzieci ale to wydaje się być dobrym sposobem na stres. Leżałam przed operacja 3 tyg w szpitalu i te proszki bardzo mnie ratowały.Dasz radę, nie martw się na zapas bo to nic nie da. Co ma być i tak będzie a może być tak, że pobierasz się szybciutko.Jesli będziesz czuła że nie jesteś gotowa wyjść ze szpitala to porozmawiaj z ordynatorem, może ustawi operacje tak, że zahaczy o weekend a wtedy zazwyczaj nie robią wpisów i zyskasz 2 dni... 

  • Witam! dawno nie pisałam,ale czytam was i mam też pytanie. Mam nadal tego gada w węzłach pozaotrzewnowych i teraz zaproponowano mi Cisplatynę.Wcześniej była u mnie karboplatyna z taxolem,topotekan  ,Cealex z karboplatyną.Innych przerzutów nie widać,czuję sie bardzo dobrze .Chciałam zapytać czy któraś z was brała Cisplatynę ,nie wiem czego się spodziewać?



Zaloguj się lub Zarejestruj, żeby odpowiedzieć lub dodać nowy temat