Mam taką nadzieję trzymajcie kciuki i trzeba wierzyć że będzie dobrze !!
WitajcieJustynka sąsiadko zza miedzy też leczyłam się w Bydgoszczy( dwie operacje i chemia) teraz tylko kontrole raz w roku. Dzisiaj mija 5 lat od kiedy zachorowałam. Udało mi siea dziada pokonać, mam nadzieję, że na zawsze. Wygrałam💪💪💪. Kiedy po diagnozie zaczęłam szukać w internecie trafiłam na to forum. Wiedza dziewczyn tutaj jest ogromna. Za wsparcie i cenne rady z całego❤Wam dziekuję
Nana odezwij się choć słowem co u Ciebie
Justynka poczekaj na wynik PET bo może okazać się to zupełnie czymś innym. Który to tomograf? Masz jakieś porównawcze wczesniejsze? Węzły zazwyczaj uznaje się za powiększone kiedy przekroczą 1 cm. Ale porówczo z poprzednim TK mogą być powiększone.... Hmm....
Napisz też które to węzły....
Hejka Czarownico węzły przy prawej tętnicy wspólnej .Był to mój 1 tomograf wcześniej nie miałam nic oprócz operacji i chemi
No jakoś tak myślałam ze to pierwszy tomograf.Spokojnie zatem bo nie masz żadnej skali porównawczej do tego co było z tym co jest.
Troche to dziwne,że nie monitowali Cię podczas chemii.Jak zatem sprawdzić zmiany porównawczo...U mnie tez G1 z pierwotnym guzem granicznym na bazie ktorego rozwinął sie rak..Zajęty mikroskopowo 1 węzeł i zatoka deglasa.Poczekaj jeszcze ze złymi myślami.
Czarownica, Lilith, Tatmag takie wieści dają nadzieję i dzięki za dzielenie się wiedzą i wszelkimi podpowiedziami. U mnie przy 3 wlewie II rzutu, chemik był bardzo ostrożny (po wcześniejszym wstrząsie). Zadecydował, że zmniejszy chemię o 20%, obstawi większą dawką przeciwuczuleniowymi, poda najpierw taksol, a po 30 min. carboplatyne (żeby wiedzieć co uczula). Taksol zleciał bez sensacji, a po 10 min. bardzo wolnego podawania carboplatyny zrobiłam się czerwona, a na ręce przy wlewie żyły zrobiły się też czerwone. Także przy tym rzucie choroby miałam jedną pełną chemie, drugą sam taksol i przy trzecim wlewie też sam taksol tylko jeszcze zmniejszony o 20 %. Trochę mnie martwi jak wpłynie to na skuteczność leczenia, ale jak powiedziała moja rodzinna, chemia ma mi pomóc, a nie zabić. W poniedziałek idę na kolejny wlew i będzie to taksol + cisplatyna. Obawiam się skutków tej ostatniej, ale czas pokaże jak będzie.
Dzień dobry, mam 21 lat, a u mojej mamy w wieku 36 lat zdiagnozowano raka jajnika (5 lat temu). Po pierwotnej operacji i 2 kursach chemioterapii mama utrzymywała całkowitą remisję przez prawie rok, po czym na początku tego roku przeszła operację usunięcia śledziony. Fizycznie miała się całkiem dobrze, funkcjonowała w pełni normalnie. Od pół roku jest znacznie gorzej. Mama jest w trakcie chemioterapii, bardzo wysokie markery spadły o ponad połowę. Jednak martwi mnie jej samopoczucie, które nigdy nie było aż tak złe - mama jest bardzo osłabiona, męczy się zwykłym wejściem po schodach, dokucza jej brak apetytu i wymioty, które wcześniej w ciągu tych 5 lat nie miały miejsca. Do tego pojawia się wodobrzusze, regularnie jeździmy na punkcję brzucha. Natomiast od tygodnia ma bardzo opuchnięte stopy, onkolog stwierdził, że przy chemioterapii takie objawy mogą się pojawić, ale praktycznie przy każdym niepokojącym objawie mówi to samo. Dlatego szukam słów otuchy - czy któraś z Pań walczyła z opuchlizną stóp bądź wodobrzuszem, które jednak ustąpiły po zwalczeniu (choćby tymczasowym) choroby? I czy któraś z Pań też czuła się tak fatalnie, a jednak później wróciła do stanu choćby zbliżonego do normalnego samopoczucia? Martwię się bardzo, bo nigdy nie było tak źle, i z tyłu głowy mam myśl, że mimo że markery spadają, to chemia powoli mamę wykańcza, dlatego ciekawi mnie czy powrót do normy wchodzi wgl w grę. Pozdrawiam, i życzę ogromnych zasobów zdrowia dla Was i dla Waszych bliskich, czytam forum już od jakiegoś czasu i kibicuję każdej z Was :)