od 2019-12-06
ilość postów: 225
Elza90, gratuluję wyniku. Ciesz się, że jest dobrze i nie strachaj się, czasem ludzie zupełnie zdrowi tracą życie w sekundzie więc nie ma co sìę stresowaćna zapas. Tylko przed kontrolami odrobinkę, bo wtedy przez chwilę nic nie wiemy, ale jak jest dobrze to tego się trzymaj😁
Mrnikt, ja mam wyłonioną stomię więc nic mądrego nie podpowiem bo nie miałam tego problemu.
mrnikt, ja miałam rozległą operację z wyłonieniem stomii z powodu raka jajnika. Operacja była w poniedziałek, we wtorek wieczorem wdrożono żywienie pozajelitowe. Pierwszy posiłek, jakaś jałowa zupka, była podana w czwartek a od piątku jadłam normalnie (oczywiście to była dieta lekka) z jednoczesnym żywieniem pozajelitowym. W kolejny poniedziałek wróciłam do domu. Jednak ładne dwa tygodnie miałam mdłości i brak ochoty na jedzenie. Jadłam malutko, tylko tyle żeby żołądek i jelita pracowały. Tak, że nie przejmuj się. Nie przejmuj się też tak klasyfikację figo. Jeden lekarz kiedyś powiedział, że ważne jak organizm odpowiada na leczenie. Czasem ludzie z niezaawansowaną chorobą umierają w ciągu kilku miesięcy bo nie reagują na chemię. Na razie skupcie się na "dojściu do siebie" po operacji.
Rechotka, super, że nie masz raka jajnika, ale większość z nas tutaj obecnych również przez długi czas nie czuła w sobie raka a jednak... Twoja historia jest bardzo pozytywna, chociaż jak piszesz i tak czeka Cię operacja (czego? gdzie ta zmiana przypominająca guza?). My już do końca życia, oby trwało ono sto lat, będziemy naznaczone strachem i każda podejrzana zmiana w naszym ciele będzie powodowała nerwicę...
Czarownico, to nie przesada, jesteś dla nas Wielka!!!
Co do bólu, mam dokładnie tak samo. Ponieważ mam niedomiar ruchu zaczęłam ćwiczyć i... od razu szok. Ale też lekarz mi powiedział, że to zrosty, dokładnie opisał jak to działa i jak mogę je odczuwać. I też mam "moje miejsca".
Dziś byłam na kontroli, marker ok, był inny lekarz i badanie było raczej takie sobie, trochę takie byle jakie. W środe byłam na usg jamy brzusznej i pani radiolog sprawdziła mnie bardzo dokładnie więc zakładam, że jestem zdrowa😁 W poniedziałek śmigam na rezonans piersi, "czymcie" kciuki😉
No i słusznie, najpierw muszą postawić diagnozę. Przecież nikt nie chce usuwać narządów bo mu się coś wydaje. Grunt, że działają i diagnozują. Powodzenia, oby ostatecznie okazało się, że nie jest tak źle jak myślą.
Elza, z tym siedzeniem w domu masz rację. Ja już trzykrotnie udowodniłam sobie, że siedzenie w domu doprowadza mnie do totalnego obniżenia samopoczucia, wręcz stanu lękowo-depresyjnego. Teraz jest ten trzeci raz, po operacji jeszcze dwa tygodnie będę w domu, a później prawdopodobnie czeka mnie praca zdalna. Wcześniej mam kontrolę u ginekologa i rezonans piersi. Nerwy już mam na wykończeniu. Ale nie oszukujmy się, mi te 6 miesięcy po chemioterapii było bardzo potrzebne do powrotu do pełni sił.
Nesia, to niestety frustrujące, ale po zakończeniu leczenia zostawiają nam samych sobie. My potrzebujemy wskazówek, poczucia bezpieczeństwa, ale go nie dostajemy. Kontrola co 3 miesiące i marker, w razie potrzeby tk, to wszystko. Po jakimś wpadamy w tę rutynę. Wszelkie onne dolegliwości zgłaszać mamy do lekarza poz. Tylko że u nas na prowincji są takie melepety, że szkoda gadać... Na komisjach tak użalaj się, u mnie jeśli chodzi o zus było spoko. Ale komisja orzekająca o niepełnosprawności uleczyła mnie całkowicie.
Beatko, ja co prawda jestem z innego wątku, ale chciałam Ci powiedzieć, że czasem mimo bólu jaki jest przed leczeniem można pokonać chorobę - przynajmniej na jakiś czas. Pamiętam co przeżywałam, albo raczej powinnam powiedzieć umierałam, a właśnie mija dwa lata od zakończenia leczenia. Nie mam gwarancji, że rak nie wróci, ale przetrwałam. Okaleczona, ale żyję. Powiem Ci tylko, że mój wujek miał raka pęcherza, ma wyłonioną stomię i stracił jedną nerkę, ale to było lat temu 10. A mojej koleżanki mama żyje już 6 lat. A co planują lekarze?