Nala, prawda, że taka zwykła życzliwośc lekarza bardzo poprawia nastrój. A czemu zmieniałaś hematologa? A co do tej pani z poczekani - wszyscy tu mocno w to wierzymy, że będziemy żyć bardzo długo, w dobrym zdrowiu.
Dzień Dobry :)
Byłam dziś u nowej hematolog. Bałam się potwornie - najbardziej tego, że biorę nieprzepisowo chemię a Ona mi tego zabroni. Bardzo sympatyczna kobieta. Wysłuchała moich problemów kardiologicznych i odpukać - nie kazała zwiększyć dawki. Co mnie bardzo bardzo podniosło na duchu. Z drugiej strony powiedziałam, że skutki uboczne były tak potwornie silne i bolesne, że nie chciałam żyć - bo się po prostu nie dało. Więc może dlatego dała sobie spokój ze zwiększaniem dawki.
Poznałam w poczekalni starszą Panią z Waszym rodzajem białaczki. Pani z białaczką walczy już bardzo długo i mówiła, że czuje się bardzo dobrze. Nie udało mi się wypytać o szczegóły bo musiała iść :(
Pisze to dlatego, że głęboko wierzę, że z Wami też będzie już tylko lepiej!!!!
Gosia jestesmy Toba, trzymamy mocno kciuki. Daj znac po wizycie u hematologa. Pamietaj, ze co by nie bylo, to bedzie dobrze, bo mamy coraz wiecej mozliwosci leczenia. No i oczekujemy na relacje z wesela :)
Kaju nie wiem kiedy będzie następne spotkanie, mam nadzieję że organizatorzy nie zniechęcą się🙂
Gosiu trzymam za Ciebie kciuki bardzo, bardzo mocno
Halo, co tu taka cisza???
aaa czyli będą kolejne spotkania grupy wsparcia. Czy podawana była przybliżona data kolejnego spotkania?
Przypomniałam sobie że pan profesor zalecał (nawet kazał) nam szczepienia p. grypie i to chyba było jedyne zalecenie. Mam nadzieję, że na następne spotkanie grupy wsparcia stawimy się wszyscy. Był tam zapewniony nocleg ( jak ktoś potrzebował ), zwrot kosztów podróży, poczęstunek i obiad. To nie jest najważniejsze (choć miłe),liczy się to, żebyśmy mogli się spotkać i poznać a potem wszystkie kawiarnie nasze hihihi🙂
Joka, dzięki z ten powiew nadziei, jaki nam przywiozłaś z konferencji w Warszawie :)
Kaju wczoraj się trochę śpieszyłam a chciałam coś do Was napisać i tak wyszło. Chodziło mi o to, że na wykresach widać jak pomalutku zaczynamy wygrywać my a nie nasze limfocyty