dea1989,

od 2020-01-01

ilość postów: 21

Tematy

moja historia i pytania do Was
4 lata temu
Witajcie! Może zacznę od tego, że przez ostatnie 2 tyg staram się prześledzić całą dyskusję, ale idzie dośc mozolnie ze względu na mój stan i nowość tej tematyki dla mnie...Zwlaszcza, że gdy czytam, że kobiety zaczęły doceniać życie po tej strasznej chorobie mam ochotę wyć bez opamiętania - bo ja już to przerabiałam w innym aspekcie medycyny. Ale do rzeczy. Mam 30 lat, 2,5 roku temu miałam bardzo powazny wypadek: połamana miednica i noga na granicy amputacji, obrażenia wewnętrzne - stąd od razu laparotomia i koagulacja śledziony, 6,5 tyg przeleżane bez możliwości usiądnięcia - przez ten czas z racji wieloletnich problemów z jelitami wypróżnienia tylko po enemie (sic!), 2 zewnętrzne stabilizatory-jeden przez rok (12 drutów na przestrzał -radziecka metoda do dziś działająca w takich trudnych przypadkach..., zdobyłam w nim nawet niskie góry a zaczynałam od zera...) Wróciłam do pracy, zaczęłam cieszyć się życiem i niezwykle je doceniać - żyć inaczej niż przed tamtą traumą. Z tamtej historii wyszłam obronnie, ale do dzisiaj mam stres pourazowy, stresu było wtedy bardzo dużo i przez cały okres uczenia się życia na nowo z traumą osoby po wypadku komunikacyjnym. W momencie TK powypadkowego wykryto 5cm torbiel na lewym jajniku - ze wskazaniem kontroli po ustabilizowaniu ale to tylko w opisie TK, bez wskazań w wypisach itp. Człowiek miał wtedy inne priorytety...Jak wylizałam się z gabinetów lekarskich i przeszło 20 zabiegów operacyjnych w ciągu 1,5 roku i chciałam trochę spokoju od lekarzy (badania u ginekologów zawsze były dla mnie bolesne i niestety miałam przerwę ponad 3 letnią, pierwsza i ostatnia cytologia była ok)...Dziś żałuję, że zwlekałam z tym badaniem, bowiem od połowy grudnia zaczął się mój nowy koszmar. Bóle brzucha zdarzały się od lat i z tego powodu często właśnie w grudniu lądowałam nawet na sorach (m.in. konieczność enemy gdy nie było długo wypróżnienia) więc nawet w najczarniejszych myślach nie zakładałam takiego "prezentu". Lekarz internista zbadał brzuch i zlecił różne badania z krwi, w tym CA 125 wynik: 150. Potem usg jamy brzusznej i próba waginalnego z racji oporu mojej miednicy mniejszej-badanie jeszcze boleśniejsze niż przed wypadkiem (lekarzowi udało się zobaczyć tylko jajniki i endometrium...a ten obraz już go zaniepokoił i wysłał mnie na operację). Wyniki tego dopochwowego: 2torbiele hipoechogeniczne-obie o gęstej treści, z czego ta większa "Z obecnością wyrośli brodawnowatych w obrębie ściany do wnetrza o śr. 1,5 cm". Na fali szybkich działań udało mi się szybko przejśc kwalifikację do operacji, którą mam mieć za 3 tyg na Inflanckiej. Lekarz orzekł, że trzeba operować, że może to endometrialne ale mam bardzo wysoki marker. Od połowy grudnia zaczęły się moje problemy z brakiem apetytu i wciąż odczuwaną przeszkodą w nadbrzuszu/okolicach pępka, odbijanie, nudności. Czasem takie uczucie pełności czy ciężaru jak teraz już mi się zdarzało latem ale oczywiście ja i osoby dookoła - nawet te medycznie wykształcone - zrzucaliśmy to na zrosty po laparotomii po wypadku. Dodam, że mam od dziecka b. słabą odporność (w momencie przyjścia na świat ja i mama miałyśmy śmierć kliniczną, ja długo byłam w inkubatorze), zawsze obfite krwawienia miesięczne, problemy z wypróżnianiem - 10 lat temu szukanie przyczyn od pasaży po kolonoskopię i oczywiście diagnoza nawykowe zaparcia/zespół jelita drażliwego...anemizację - którą podejrzewałam po matce, która ma sferocytozę a u mnie nieprawidłowa budowa krwinek i nieco zaniżone parametry na czele z zerowym poziomem haptoglobiny (a może ta zerowa haptoglobina i uczucie zmęczenia, które zrzucałam na wypadek to jednak nowotwór...) Operację na Inflanckiej (ktoś się tam leczył?) mam za 3 tyg z hakiem, chociaż wypada na moment miesiączki...Nie wiem czy dotrzymam z takimi dolegliwościami do tego czasu. Chciałabym wierzyć, że to endometrioza-też ciężka ale nie rak...Ale prawda jest taka, że praktycznie nie mogę jeść i funkcjonować przez stały ucisk/ciężar w jamie brzusznej po lewej stronie zlokalizowany też w trudnym miejscu bo nakłada się na niego blizna po laparotomii ratującej życie 2,5 roku temu.... Postaram się wykonać jak najszybciej tomografię ale co dalej? Czy powinnam zanim dam się pociąć udać się jeszcze do innego onkologa na wizytę który weźmie pod uwagę mój dotychczasowy bagaż medyczny? Przez to co przeszłam jestem zrażona do nadmiernego cierpienia, jakiś możliwości typu wyłonienie stomii, bo całkiem niedawno przeszłam prawdziwy czyściec...Jednocześnie dotarło do mnie, że mogę mieć raka i muszę szybko działać, bo ten miesiąc czekania na operację nie przebiega bezobjawowo...Czy obraz tomografii jeśli będzie niekorzystny w praktyce może przyspieszyć moją operację? Przepraszam za chaos w wypowiedzi, ale ciężko mi się pogodzić z obecną sytuacją, gdyż niecały rok temu dopiero stanęłam na nogi po naprawdę traumatycznych doświadczeniach, które nawet mój doświadczony ortopeda określił jako ekstremalne... Jeśli jest ktoś z Warszawy: gdzie się leczycie i jakie terminy są w CO na Ursynowie? Czy Inflancka to dobry wybór? A może trzeba udać się jeszcze gdzie indziej? Proszę poradźcie, bo ja całą swoją energię wpakowałam w walkę o sprawność po wypadku. Oboje z partnerem nie mamy sił na taką batalię i trudniej nam przychodzi podejmowanie logicznych decyzji...