Janow,

od 2019-01-16

ilość postów: 1

Tematy

Rak odbytnicy złośliwy i nieoperacyjny
4 lata temu
Mój 70-letni tata ma nowotwór jelita grubego. Rozpoznanie nastąpiło na początku ubiegłego roku (styczeń-luty 2019). Pierwsze niepokojące objawy miał w 2018 roku ale sądził, że to hemoroidy a lekarz rodzinny zamiast skierować go na kolonoskopię przepisywał mu czopki. Tata nie mieszkał z nami i mieliśmy niewielki kontakt ze sobą. Dopiero siostra zmusiła go do pójścia do innego lekarza i tam nastąpiło rozpoznanie. Rozpoczęliśmy leczenie w Świętokrzyskim Centrum Onkologii u Dr. Słuszniaka. Najpierw radioterapia, potem chemia w celu zmniejszenia guza przed operacją. Operacja odbyła się w maju i niestety możliwe było tylko wyłonienie stomii. Guz był nieoperacyjny a wycięcie go groziło okaleczeniem, tata nie mógłby chodzić. Zostaliśmy skierowani na chemioterapię dzienną raz w miesiącu i tak do grudnia 2019. Tata czuł się dobrze aż do lutego 2020. Wtedy na pośladku zrobiło się zgrubnienie które bardzo go bolało i uniemożliwiało chodzenie i siedzenie. Po kilku dniach zgrubnienie pękło i ból ustał. Pojechaliśmy na pogotowie i chirurg oczyścił ranę. Tata znów zaczął czuć się lepiej. Dr Słuszniak stwierdził, że następuje rozpad nowotworu i że jest bardzo źle. Gdy pojechaliśmy do niego na wizytę do ŚĆO to kazał nam czekać kilka godzin bo stwierdził, że sala może ulec zakażeniu. Tata musiał cierpieć ból kilka godzin oczekując na wizytę. Dr Słuszniak nie jest specjalistą którego mogę polecić, jest opryskliwy, nieprzyjemny, nie udziela informacji, nie pozwala zadawać pytań. Każda wizyta u niego to dodatkowy stres. Nie wybralibyśmy go drugi raz. Dr Słuszniak skierował tatę do Poradni Paliatywnej i zakończył leczenie. Pojechaliśmy na konsultację do kliniki Dr Adama Dzikiego w Łodzi, oraz do Centrum Onkologii w Warszawie. W obu miejscach powiedziano nam, że są zaskoczeni postępowaniem w ŚCO, tym bardziej, że po tacie nie widać choroby, nie ma przerzutów, ma apetyt i ogólnie poza bólem gdy siedzi czuję się ok. W CO w Warszawie powiedzieli, że potrzebują epikryzy z ŚCO, że ŚCO nie będzie już taty leczyć a wtedy oni przejmą jego leczenie. Dyrektor ŚCO po pokazaniu opiini z CO zatrzymał tatę na tydzień w szpitalu, przeprowadził badania i podał chemię. Odtąd co dwa tygodnie ma mieć chemię (morf.+biochem.). Wiem, że jest to chemia polegająca na uśmierzeniu bólu. Tacie cały czas cieknie maź z odbytu i boli go gdy siedzi ale poza tym czuje się dobrze. Czy ktoś z was miał podobny przebieg leczenia? Czy można coś jeszcze zrobić? Ile czasu zostało w takim przypadku? Z góry dziękuję za odpowiedzi.