Ostatnie odpowiedzi na forum
Witaj azymutka. Doskonale Cie rozumiem. Mój synek miał dwa miesiące jak zachorowałam, a teraz mam wznowe (w środę operacja) a mój synek ma prawie trzy lata. Niestety strach jest i będzie nam towarzyszył chyba już zawsze. U mnie nie było dnia abym nie pomyślała o chorobie, ale teraz od diagnozy jestem jakby spokojniejsza, ulżyło mi. Jakbym podświadomie wiedziała, ze to świństwo wróci. Cóż... Trzeba zakasać rękawy i wziąć sie do walki. Nie ukrywam, ze jesli nie miałabym dziecka wszystko byłoby prostsze. Myśli o mojej ewentualnej klęsce sprawiają, ze pęka mi serca...
Czesc Matias, wydaje mi sie ze zrozumiałam co miałeś na myśli :)
szczerze powiedziawszy to nie wiem dokładnie kim sa osoby które oferuja pomoc psychologiczna w szpitalu. Nie wiem czy sa psychologami, psychoonkologami czy psychoterapeutami, ale im dłużej o tym myśle tym bardziej jestem przekonana do tego aby spróbować. Przez ostatnie dwa lata tłumiłam emocje, moim celem było wrócić jak najszybciej do normalności, jakby nic sie nie stało, jakbym przeszła grypę a nie zachorowała na raka. Chyba trzeba problem "przegadać" bo inaczej będzie sie to za mną ciagnąć...
Dzisiaj tez zadzwonili do mnie ze szpitala z zapytaniem czy nie potrzebuje opieki socjalnej do dziecka. Rusza nowy projekt i kontaktują wszystkie kobiety z choroba nowotworowa, posiadające dzieci. Oferuja pomoc przy nich, jak odbieranie ze szkoły, zabawa, pomoc przy odrabianiu lekcji, tak aby mama mogła skupić sie na leczeniu i na odpoczynku po operacji/chemioterapii. Nawet jesli nie skorzystam (mam męża i babcie do dyspozycji) to uważam ze jest to super pomysł i znajda sie kobiety, które chętnie z projektu skorzystają.
Dziękuje Czarownica. Ośrodek w którym sie leczę posiada opiekę psychologiczna, a ze jest to centrum onkologiczne to podejrzewam ze wszyscy psycholodzy to psychoonkolodzy. Powiadomiono mnie o ich działalności podczas badań przedoperacyjnych. Chyba sie skuszę..,
Aniczka może spróbujcie do CO we Wrocławiu? Co do nazwisk lekarzy nie pomogę, ale były tu dziewczyny co sie tam leczyły może pomogą...
Chyba pójdę do psychologa. Za tydzien operacja i ja coraz bardziej sie boje. Momenty spokoju przeplatają sie z rozpacza, a milion myśli przelatuje mi po głowie. Dlaczego? Dlaczego znowu? Czy jest jeszcze dla mnie nadzieja? Nadzieja na wyzdrowienie? Co będzie z moim synkiem? Gdy zachorowałam dwa lata temu nie skorzystałam z usług psychologa choć była taka możliwość w szpitalu. Myślałam sobie, co tam taki psycholog może wiedzieć jak sam tego nie przeszedł? Co może mi powiedzieć o chorobie czego sama nie wiem? I tak w ciagu dwóch lat nie było dnia abym nie myślała o chorobie, budziłam sie i zasypiałam z myślą o miej. I tak nie wiem czy ściągnęłam ponownie chorobę na siebie czy w głębi czułam ze choroba wróci... Może powinnam "przepracować" swoją chorobę i nauczyć sie z nią żyć i przede wszystkim nauczyć sie cieszyć z życia?
Czy ktoś korzystał z takiej pomocy? Jak to wyglądało? Chyba już nie mam siły udawać przed wszystkimi twardej babki aby nie zamartwiać bliskich. Wybaczcie ze Wam smęce... Ot taki dzien.
Traszka cieszę sie ze zabieg już za Tobą!
O kurcze, przykro mi Traszka, ale wierze, ze wszystko pójdzie szybko, gładko i bezbolesnie.
To szkolenie to chyba rzeczywiście sobie odpuszczę, problem będzie z ciężarami bo w domu mam trzylatka, który przechodzi fazę "tylko mama".
To jest link do instytutu http://www.ircc.it/irccit/
Garcia, instytut onkologii gdzie stosują te metodę znajduje sie w Candiolo, ok 30km od Turynu gdzie mieszkam. Nie wiem gdzie jeszcze w Europie ja wykonują ale myśle, ze w Niemczech. W drugim artykule wypowiada sie niemiecki lekarz. Wyglada na to, ze jest to nowiusienka metoda!
Traszka, jak sie czujesz? Doszlas juz do siebie? Ile czasu Ci zajelo? Pytam bo ja prawdopodobnie bede operowana w srode 07/09, a 19 - 20/09 mam wazne szkolenie w pracy i zastanawiam sie czy sie wylize do tego czasu... W ogole to jestem dosc spokojna, podchodze do operacji na zasadzie "urlopu". Od zeszlego roku mialam tylko tydzien odpoczynku i teraz zaczynam byc naprawde zmeczona. Staram sie byc optymistka i karmie sie jeszcze nadzieja, ze zmiana nie bedzie zlosliwa (ze wzgledu na negatywne markery) i ze nie jest (a przynajmniej nie byla miesiac temu) duza 27x09mm... Czy ktos z Was tez szykuje sie do operacji? W grupie zawsze razniej...
U gory wkleilam link do nowej metody leczenia nowotworow jajnika (i nie tylko) wykonywane m.in w osrodku w ktorym bede operowana.
Sciskam i pozdrawiam Was mocno
garcia wklejam link po angielsku (jak ktos zna to moge wkleic tez po wlosku) bo niestety po polsku nic nie znalazlam
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23765417
https://www.linkedin.com/pulse/pipac-pressurized-intraperitoneal-aerosol-oncologie-medicale