od 2019-01-16
ilość postów: 12
Witaj Sarrra. Sytuacja Twojego taty jest bardzo podobna do mojej, ten sam stopień zaawansowania, złośliwości, operacja w trybie pilnym, stomia. Ale są też różnice dotyczące usytuowania nowotworu, ja miałam niżej i miałam oprócz chemioterapii radioterapię i przerzuty do 1 węzła. To było 9 lat temu a ja do dzisiaj mam kontrolę onkologiczną i nikt mi nie powiedział, że teraz już nie będzie przerzutów. Zawsze mówią, że trzeba kontrolować. Tata dostanie chemię, która ma wybić wszystkie mikroprzerzuty, których nie widać w żadnym badaniu i trzeba mieć nadzieję, że tak się stanie. Oczywiście lepiej by było żeby chirurg wyciął więcej węzłów, ja miałam wycięte 14, ale na to nie mamy żadnego wpływu i nikt nam nie zagwarantuje, że nie będzie przerzutów. Trzeba poddać się leczeniu i mieć nadzieję, że nowotwór zostanie wytępiony. Ta choroba wymaga ogromnej cierpliwości i siły psychicznej i fizycznej. Życie ze stomią też nie jest proste, ale u Twojego taty pewnie po chemii będzie stomia zlikwidowana. Trzeba mieć nadzieję i cieszyć się każdym dniem. Pozdrawiam Was serdecznie
Sytuacja taty jest trudna, tak jak lekarz powiedział, nowotwór jest z przerzutami, zaawansowany. Pozostaje leczenie paliatywne, ale jak długo ono potrwa to nikt nie wie. Każdy inaczej reaguje na chemię i niektórzy biorą kilka miesięcy a inni kilka lat. Musicie pomagać tacie w chorobie na tyle by mógł przyjmować kolejne wylewy, dieta, leki przeciwbólowe itp. Ale sami musicie pomyśleć o sobie i znaleźć czas na własne życie. Cieszcie się każdym dniem razem spędzonym i uwierzcie, że tych dni może być jeszcze bardzo dużo. Nikt z nas nie jest Bogiem a tylko On wie jak długo zostaniemy na tej ziemi. Ja też miałam III B i już w tym miesiącu minie 9 lat od operacji. Też mam kolostomię i nie jest to prosta sprawa. Ale nie ma wyjścia trzeba przyjąć to co jest i cieszyć się każdym dniem. Pozdrawiam
Do MagdaU. Ja leczę się w ŚCO w Kielcach od 2012 roku. Trafiłam po operacji do dr Jolanty Smok Kalwat, która jest zastępcą ordynatora chemioterapii i przeszłam leczenie chemio i radioterapii. Doktor przyjmowała prywatnie na Zagórskiej 20 w poniedziałki i teraz też tak pisze w Internecie, więc myślę, że się nie zmieniło. Onkologia w Kielcach ma dobrą opinię, moje leczenie przebiegało dobrze i do teraz jestem pod ich opieką. Jeśli chodzi o czas po operacji to ja miałam głównie problem ze stomią, rany pryskałam octeniseptem i szybko się goiły. Jeśli chodzi o apetyt i uczucie pełności w brzuchu to trzeba dbać o prawidłowe wypróżnienia, nie można dopuścić do zaparcia i wzdęcia. Trzeba jeść regularnie i pić dużo wody. Powoli organizm wróci do normalnego funkcjonowania. Leczenie jest systemowe i pewnie w każdym ośrodku będzie wyglądało tak samo. Trzeba wybierać dobry ośrodek jak najbliżej domu, bo tych wyjazdów jest bardzo dużo. Mąż poradzi sobie z leczeniem i będzie dobrze. Pozdrawiam
Ja nie doradzę, operację miałam w zwykłym szpitalu na chirurgii, gdzie trafiłam w trybie pilnym z niedrożnością, dalsze leczenie w ŚCO w Kielcach. Teraz są ośrodki referencyjne leczenia raka jelita i tego się należy trzymać. Takim ośrodkiem są na pewno Brzeziny, ale nie wiem za dużo o tej placówce. Byłam raz na konsultacji u prof. Dzikiego w Łodzi i on odradził mi likwidację stomii i tak postąpiłam. Trzeba jednak pamiętać o odległości, bo pacjent różnie się czuje a jechać bardzo daleko w takim stanie to duża trudność. Zdecydowanie lepiej jest mieć ośrodek leczenia bliżej bo wizyt jest bardzo, bardzo dużo.