Jestem z tym sama
Ja dopiero zaczynam walke , mam raka piersi , jestem po biopsji i przed mastektomia , boje sie bardzo , zwlaszcza , ze nie mam na kogo liczyc , nie mam wsparcia , jak ja mam to wszystko przezyc , dziewczyny pomocy!!!!!!!!!!
-
Dzis kupilam sobie wiosenny kwiatek w doniczce (nie wiem jak sie nazywa) i postawilam go kolo kompa , slicznie kwitnie i zastepuje mi wiosne , bo w moim rejonie to jeszcze jej nie ma.
-
Rybenko to" charakterki" matek zazdrośnic wychodzą,że to już nie One najważniejsze w życiu syna.
Ufam ,że u Ciebie będzie inaczej.
jolu
Może popatrz na to pod innym kątem ."Dzięki " chorobie poznałaś wiele fajnych,życzliwych Ci osób na forum ( zakładam nieskromnie,że się do nich zaliczam hi hi hi ).
Wiele jeszcze poznasz w ciągu leczenia ,może to w jakiś sposób doda Ci otuchy.Bo to co się stało ze zdrowiem już się nie odwróci.Teraz trzeba tylko zakasać rękawy i brać się z chorobą za bary.
A ,że przychodzą złe dni ,cóż każdą z nas to dopada raz mocniej raz słabiej.Na to nie ma "silnych".
Przytulam
Mi osobiście bardzo tu z Wami Wszystkimi dobrze.
-
Rybenka , powiem , Ci ze to dziala w dwie strony , ja mam dwuch zieciow , i chociaz staram sie nie byc dla nich tesciowa z kawalow , to pewnie oni maja inne zdanie , ale ja tego nie czuje , mysle , ze jestem sprawiedliwa , nie robie im nic zlego , nie wtracam sie , nawet , gdy widze , ze robia cos zle , a moje corki na tym cierpia , staram sie raczej ich pogodzic , no chyba , ze byloby juz naprawde zle , to bym wkroczyla i napewno bym byla , ta zla tesciowa.
-
Kochana jesyes agasiu, jak zwykle pelna wiary w ludzi!
Oczywiscie zakladam ze bede cudowna mama dla moich przybranych cirek. Ale jak sie rozgladam wokol to widze ze fajne babki i mile osoby po slubie swoich dzieci zamieniaja sie w jakies jedze po prostu!
Nie wiem, czy to biologia czy kultura. strasznie to smutne. Gleboko wierze ze ja bede inna!!
-
Juz mi lepiej , (czasami za duzo panikuje, taka jestem) macie racje narkoze da sie przejsc i nie ma co wymyslac , w no i czuje , ze przez te chorobe , staje sie jakas inna , nie wiem , czy silniejsza , ale na duzo rzeczy patrze inaczej , jakos prosciej , spokojniej , dlatego tez i z cora mi latwiej i jej ze mna , bo to dziala w dwie strony.
-
Ja zawsze miałam bardzo dobre relacje z moja córka,tez było to dla mnie "dziwne" czasami,ze nie sprawiała żadnych kłopotów wychowawczych.Nigdy nie była roszczeniowa więcej dawała niż brała.
Tak wam zazdroszczę ( szczerze ),że macie dzieci.
jolu bez względu na stosunki Was łączące w przeszłości ( bo liczę,że to już przeszłość ) masz Ją ,która będzie Ciebie na pewno wspierała.
Wiedz jeszcze jedno,że mężów możesz mieć kilku ,a dziecko jest Twoje krew z krwi ,kość z kości.
A narkoza cóż obudzisz się i będzie już po wszystkim.Pośnisz kolorowo.
Rybenka ,a Ty zyskasz dwie córki i tak na to trzeba patrzeć.
Pozdrawiam.
-
Skoro tak czujesz to tak jest i juz. I to nie jest glupie. Kazdy troszke inaczej do tego podchodzi. Ja bylam w takim jakims amoku, wszystko dzialo sie bardzo szybko i po prostu nie mialam czasu na myslenie. Tak bardzo chcialam sie pozbyc wroga z organizmu ze cieszylam sie z operacji. Moze tak na to spojrz?
-
A mnie znowu dzis cos naszlo , boje , sie tej mojej operacji , narkozy itp. wiem , ze pozniejsze leczenie bedzie wazniejsze , ale nic na to nie poradze , ze mam stracha , wiem , ze to juz przeszlyscie i jest to za wami , wiec moze sie wydac glupi ten moj strach.
-
Hm, ja tez mam dwoch synow. Ale wiesz, oni beda mieli zony, a ja bede tesciowa, he he he.
Ale masz racje, ze w chorobie tez mozna znalezc pozytywy. Ja mam i nastoletnia corke, ale nie wiem czy nasze relacje sie zmienily, bo nigdy nie byly zle, a ona nie sprawia zadnych nastoletnich problemow. Martwie sie o nia, bo wiem, ze ona sie martwi wiec staram sie byc bardzo pozytywna.
-
Wasze historie i relacje z córkami dowodzą, że choroba moze być takim "catharsis" we wzajemnych relacjach. Mam dwóch synów i z facetami jest jednak inaczej!