Lipka, moja onkolog zawsze powtarza, że wczesne wykrycie wznowy nie ma wpływu na długość życia. Dlatego nie wolno szukać raka "na siłę". Każde badanie, a już zwłaszcza pet to ogromna dawka promieniowania. Sam stres też wpływa na nas fatalnie. Nam, pacjentom onkologicznym ciągle towarzyszy lęk niestety.... Ja w końcu zgłosiłam się do psychiatry chociaż bardzo się wahałam, a teraz żałuję że zrobiłam to tak późno. Zasypiam bez lęku i żyję pełnią życia, mam lepsze wyniki. U mnie rósł akurat He4, a gdy się uspokoiłam to magicznie spadł do normy.
Ach, w sumie to u mnie od kilku miesięcy to samo. Marker pomału, ale rośnie. W styczniu pet, potem badania uzupełniające: gastro, kolonoskopia, biopsja węzłów. W maju tk i rtg płuc, we wtorek miałam kolejnego peta - czekam na wynik. Jak do tej pory wszystko czyste. Nie wiem gdzie się ten skurczybyk usadowił. Ale powiem szczerze, że w obliczu obecnej sytuacji staram się zbytnio nie przejmować. W styczniu ze stresu omal się nie wykończyłam...
Cześć dziewczyny! Coś mnie tknęło, żeby wejść na forum po dłuuugiej przerwie.
Melduje, że stuknęły mi 3 lata od diagnozy, bez wznowy. Zachorowałam w wieku 29lat.
FiGO 3c, rak surowiczy jajnika/pierwotny rak otrzewnej, G1.
Statystycznie powinnam już nie żyć, bo miałam przerzut do węzła, sieci, zatoki Douglasa, otrzewnej.
Miałam w sumie 3 operacje -laparoskopię, radykalną i hipec z usunięciem torbieli z limfą.
Przeszłam 6 cykli taxol i karbo, 17 avastinow i aktualnie nie dostaje już nic. Nie mam mutacji a o niraparibie wtedy można było pomarzyć, bo niestety nie było mnie stać.
Mam dobre wyniki i czuję się lepiej niż kiedykolwiek. Po miesiącu od ostatniej operacji wróciłam do pracy. Niedawno miałam usunięty port, bo organizm zaczął go odrzucać. Oby to był dobry omen!
Pozdrawiam Was wszystkie, a jeśli któraś z Was jest z Lublina to możemy się umówić na kawę!