Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że czeka mnie inny etap w życiu, przytaknęłabym odpowiadając, że życie składa się z różnych etapów. Ponoć jest7 lat szczęścia i gorszej passy. Gdyby ten ktoś scharakteryzowałby mi ten etap podając wiele jego szczegółów? Nie. Wystarczyłoby, że usłyszałabym – „rak” . Zasmuciłabym się wspominając śmierć mojego taty, którego kochałam nade wszystko. Odszedł zbyt młodo nie mogąc nacieszyć się kilku miesięczną wnuczką i spokojnym czasem, którego nigdy nie miał pracując ciężko, abym miała lepszą przyszłość.
Gdyby jednak, ten ktoś powiedziałby mi – To Ty rozpoczniesz nowy etap z rakiem i rozwinąłby swoją wypowiedź o to, co mnie czeka? Odpowiedziałabym wtedy, że nie dam rady i rozpłakałabym się, a mój płacz trwałby do końca moich dni. Krótkiego końca.
A jednak - NADAL JESTEM po ponad 5 – letniej, ciągłej walce, którą nazwałam Moją Drogą Krzyżową. O tym wszystkim chcę odpowiedzieć tym wszystkim, którzy zmierzają się ze złym czasem i tym, którzy nie potrafią się cieszyć każdą daną sekundą życia, ale przede wszystkim tym, którzy nie wierzą w istnienie Boga. Jestem ewidentnym przykładem Siły, która sprawiła, że nadal Jestem.
Dedykuję tą autentyczną historię szczególnie jednej osobie, która nazwałam Moim Aniołem. On opiekuje się mną przez cały czas.

Wrzesień 2011 r.

Jedziemy na wymarzone wakacje. Po tylu latach wycieczka autokarem w dalekie krainy Hiszpanii i Portugalii. Docelowo do Fatimy. Dlaczego? Chcemy podziękować za 20 lat małżeństwa i za to, że nasza córka dostała się na wymarzone studia. Będzie lekarzem.:)
Byłam taka szczęśliwa. Zwiedziliśmy wspaniałe miejsca, a ja odkryłam świat na nowo. Jest taki piękny, z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy. Fatima zrobiła na mnie niesamowite wrażenie> Ta prostota i spontaniczność sprawiły, że bardzo mocno przeżyłam wewnętrzną przemianę. Poczułam się wyciszona duchowo, a jednocześnie silniejsza. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ta właśnie siła będzie mi tak bardzo potrzebna. Kupiliśmy dużo prezentów dla rodziny i znajomych, ale jeden był dla nas. Figurka Matki Bożej Fatimskiej, która miała zawitać do naszej kapliczki w ogródku- nowym ogródku po planowanej przeprowadzce.
Wróciliśmy do domu pełni wrażeń i pozytywnej energii. Podzieliliśmy prezenty. Większość, to różańce, na które nasze mamy i najbliżsi czekali. Oczywiście również woda z Fatimy. Gdy tak oglądaliśmy nasze upominki, rozpakowałam swój. Był to błękitny różaniec, ładnie zapakowany i nieco droższy od innych. Otworzyłam pudełeczko i oniemiałam z wrażenia. Spojrzałam na mojego męża i łzy stanęły mi w oczach. Szepnęłam- To jakiś znak. Piękne błękitne paciorki były przeplatane srebrnymi zakończeniami rzeźbionymi z Droga Krzyżową. Szybko się rozchmurzyłam i pobiegłam do kuchni, żeby przygotować kolację.
Tydzień później wyczułam w lewej piersi zgrubienie. Pomyślałam, że to hormony szaleją w moim organizmie i trwając w tym przekonaniu poszłam na badanie usg. Nawet przez myśl mi nic złego nie przeszło, ponieważ bardzo regularnie co 5 miesięcy chodziłam na wizytę do ginekologa, a dwa tygodnie przed wyjazdem odebrałam wyniki cytologii, gdzie wszystko było ok.
W trakcie wizyty zobaczyłam grymas na twarzy lekarza, który zrobił biopsję. Wyniki miały być za tydzień. Pobiegłam po nie w ciągu dnia pracy, a po drodze kupiłam sobie śliczną sukienkę.
Odebrałam wynik w sekretariacie z komentarzem, ze musze się natychmiast zgłosić do chirurga, żeby to wycięli. Nikt mi nic nie powiedział więcej, więc zjawiłam się w gabinecie chirurga, który biorąc mała karteczkę do rąk oznajmił mi chłodno, że to nowotwór złośliwy. Stałam wpatrzona w niego i przez chwilę próbowałam niczego nie przyjmować do mojego umysłu, ale sama nie wiem kiedy pojawił się strach. Dostałam jeszcze skierowanie na mammografię dla potwierdzenia diagnozy.
Płakałam rozpaczliwie głośno czekając na badanie. Nawet nie wiem jak i kiedy wróciłam do pracy. Zostały mi jeszcze 2 godziny, które były rzeką łez. Nie potrafiłam wrócić do domu, gdzie już była córka.
Próbowałam się uspokoić. Pomyślała,- Zaczekam na potwierdzenie diagnozy. Starałam się ukryć emocje, mówiąc moim najbliższym, że miałam męczący dzień w pracy.